Meble - BlackRedWhite, Ikea czy jakies inne?

Cytat:| Robilismy meble na wymiar z plyty MDF. Calosc (3,7 m - z oswietleniem i
| zlewem) kosztowala nas 3500. Na razie jestesmy bardzo zadowoleni.

a w jakim miescie?
jakis kontakt do wykonawcy?



Studio mebli kuchennych 'Polkrak'
ul. Grzegorzecka (jadac od Ronda Kotlarskiego jakies 50m po prawej stronie)
Krakow
tel. 4211529
na miejscu mozna obejrzec kilka gotowych kuchni
maja tez znizke 10-15% na sprzet AGD do zabudowy

polecam - robili meble takze kilku moim znajomym
wszyscy sa bardzo zadowoleni

Pozdrawiam

Jarek

 

Jelenie!

Siema wszystkim!
Chciałbym zaproponować pewien temat na kolejny krakowski flashmob.
Otóż niejaka firma Alexander Mann Solutions oferuje następującą praktykę dla studentów:

Obowiązki:

* Witanie gości i dostawców zaopatrujących firmę
* Zarządzanie rezerwacjami sal konferencyjnych i dbanie o ich odpowiedni stan
* Uaktualnianie tablic ogłoszeniowych informacjami o bieżących wydarzeniach
* Obsługa urządzeń biurowych i pomoc w ich użytkowaniu pracownikom biura
* Dbanie o odpowiednie zaopatrzenie kuchni
* Uaktualnianie wewnętrznej książki telefonicznej w formie elektronicznej
* Zarządzanie korespondencją przychodzącą i wychodzącą
* Obsługa centrali telefonicznej

Wymagania:

* Bardzo dobra znajomość języka angielskiego w mowie i w piśmie
* Praktyczna umiejętność obsługi komputera
* Status studenta lub ucznia
* Dyspozycyjność w wymiarze 20 godzin tygodniowo
* Umiejętność pracy w zespole
* Wysoka kultura osobista
* Odpowiedzialność oraz dobra organizacja pracy
źródło: bk.awf.krakow.pl/content/view/728/107/

Krótko mówiąć, SZUKAJĄ JELENI!!
Dlatego może ucharakteryzujemy się (tudzież przebierzemy) i zgłosimy się do nich pewnego pięknego dnia?
Co myślicie ?
Pozdroo

[spam] Kraków 1-pokojowe do wynajecia AZORY

Mieszkanie na Azorach (blok 6 -letni), bardzo blisko petli autobusowej
(173 - w strone AGH, 130 - do dworca, 138 - do Huty...).

Mieszkanie 32 m2, 1-pokojowe, tyle ze "typowo" oddzielna jest tylko
lazienka. Z przedpokoju zlikwidowano czesc sciany i drzwi do pokoju oraz
wylaczono drzwi z korytarza do kuchni, a zrobiono polaczenie z kuchnia
(lukiem). W mieszkaniu domofon, meble kuchenne (na wymiar), mala lodowka,
nowa pralka - uzywana dopiero kilka razy, wersalka i 1-osobowy fotel
rozkladany - nowe, meble pokojowe, wyposazenie kuchni, wykladzina
dywanowa....

Mieszkanie na parterze.... ale blok jest ogrodzony (jakies ok. 3 m.
trawki)... za ogrodzeniem mozna postawic samochod, na oknach rolety.

Obok wejscia do mieszkania (na klatce) zamykana wozkownia, gdzie mozna
wstawic np. rower.

W mieszkaniu na podlogach plytki ceramiczne i panele. Mieszkanie odmalowane
2 lata temu, ale nie widac uzywania.

Koszty - 600 zl dla mnie (oprocz tego czynsz - ok. 55 zl + oplaty
licznikowe: woda i energia elektryczna - Ogrzewanie pradem (kociol z
mozliwoscia sterowania automatycznego)). Kaucja platna przy podpisaniu
umowy - 1000 zł.

Mozliwosc podlaczenia Internetu - stale lacze - abonament - 60 zl, kablowka
z AUTOCOM-u.

Mozliwosc podlaczenia telefonu z TP SA.

Legalny najem - umowa.

Zdjecia: http://serwis.staszow.com/krakow/

Kontakt: wildcat@staszow.com

Pozdrawiam,
Wildcat

Mieszkanie w Krakowie do wynajecia

Mieszkanie w Krakowie na Azorach (blok 5-letni), bardzo blisko petli
autobusowej (173 - w strone AGH, 130 - do dworca, 138 - do Huty...).
Mieszkanie 32 m2, 1-pokojowe, tyle ze "typowo" oddzielna jest tylko
lazienka. Z przedpokoju zlikwidowano czesc sciany i drzwi do pokoju oraz
wylaczono drzwi z korytarza do kuchni, a zrobiono polaczenie z kuchnia
(lukiem).
W mieszkaniu meble kuchenne (na wymiar), mala lodowka, nowa pralka - uzywana
dopiero kilka razy, wersalka nowa, meble pokojowe, radiobudzik, wyposazenie
kuchni, wykladzina dywanowa....
Mieszkanie na parterze.... ale blok jest ogrodzony (jakies ok. 3 m.
trawki)... za ogrodzeniem mozna postawic samochod, na oknach rolety.
Obok wejscia do mieszkania (na klatce) zamykana wozkownia, gdzie mozna
wstawic np. rower.
W mieszkaniu na podlogach plytki ceramiczne i panele. Swiezo odmalowane.

Koszty - 600 zl dla mnie (oprocz tego czynsz - ok. 50 zl + oplaty
licznikowe: woda i energia elektryczna - Ogrzewanie pradem (kociol z
mozliwoscia sterowania automatycznego)).
Mozliwosc podlaczenia Internetu - stale lacze - abonament - 60 zl, kablowka
z AUTOCOM-u.

Do wynajecia od poczatku 2005 r.

Legalny najem - umowa.

Zdjecia: http://serwis.staszow.com/krakow/

Kontakt:
wildcat@staszow.com

PS. Obecni lokatorzy postanowilo pozostac w Krakowie.... i zakupili wlasne.

 

Krakow - 1-pokojowe do wynajecia

KRAKOW - mieszkanie na Azorach (blok 5-6 -letni), bardzo blisko petli
autobusowej (173 - w strone AGH, 130 - do dworca, 138 - do Huty...).
Mieszkanie 32 m2, 1-pokojowe, tyle ze "typowo" oddzielna jest tylko
lazienka. Z przedpokoju zlikwidowano czesc sciany i drzwi do pokoju oraz
wylaczono drzwi z korytarza do kuchni, a zrobiono polaczenie z kuchnia
(lukiem). W mieszkaniu domofon, meble kuchenne (na wymiar), mala lodowka,
nowa pralka - uzywana dopiero kilka razy, wersalka nowa, meble pokojowe,
wyposazenie kuchni, wykladzina dywanowa....
Mieszkanie na parterze.... ale blok jest ogrodzony (jakies ok. 3 m.
trawki)... za ogrodzeniem mozna postawic samochod, na oknach rolety.
Obok wejscia do mieszkania (na klatce) zamykana wozkownia, gdzie mozna
wstawic np. rower.
W mieszkaniu na podlogach plytki ceramiczne i panele. Mieszkanie odmalowane
1,5 roku temu, ale nie widac uzywania.
Koszty - 600 zl dla mnie (oprocz tego czynsz - ok. 55 zl + oplaty
licznikowe: woda i energia elektryczna - Ogrzewanie pradem (kociol z
mozliwoscia sterowania automatycznego)).
Mozliwosc podlaczenia Internetu - stale lacze - abonament - 60 zl, kablowka
z AUTOCOM-u.
Mozliwosc podlaczenia telefonu z TP SA.
Legalny najem - umowa.
Zdjęcia: http://serwis.staszow.com/krakow/

Kontakt:
wildcat@staszow.com
tel: 501 574738

sprzedamy mieszkanie kraków

witamy mamy do sprzedania mieszkanko w krk jakby ktos cos slyszal to serdecznie zapraszamy cena 250tys do negocjacji pozdrawiamy

Mieszkanie po generalnym remoncie - do wejścia, gustownie urządzone. Wymieniono: okna PCV, kaloryfery, panele, flizy, terakota, instalacja gaz/elektr., drzwi (wewn. i zewn.) Licznik gaz. przeniesiony już na klatkę schodową. Woda opomiarowana. W kuchni zabudowa pod wymiar, barek (powstał na skutek wyburzenia ściany działowej - za zgodą administarcji).Ciekawe ustawienie. Jasna, duża kuchnia ok.10m2. Pokój ok. 18m2 z możliwością podzielenia na dwa mniejsze. W łazience wymieniony biały montaż (piecyk gazowy, umywalka, toaleta, wanna - NAROŻNA). Mieszkanie ma 36m2 + Loggia ok 6m2 + piwnica. Super połączenie z miastem (autobusy + tramwaje). W pobliżu żłobek, przedszkole, szkoła, sklepy (biedronka, lewiatan, plus, carrefour, plac targowy), banki, apteki. Niski czynsz - przy dwóch osobach – ok.200PLN (w tym woda i CO). Duże zwroty z CO w rozliczeniu rocznym. Zapraszam do obejrzenia mieszkania. Mieszkanie umeblowane. ul. Sas-Zubrzyckiego 9/39.

Zycie

Nie wiem czy dobry topic, nie znalazlem lepszego Z racji wyprowadzki do Sydney mam do wynajecia mieszkanie w Krakowie. Bede wdzieczny jesli ktos to moze gdzies dalej pchnac. Zdjecia na zyczenie.

70 m2 studio na poddaszu, okolice AE - najwyzszy standard pełne wyposażenie

Mieszkanie do wprowadzenia sie, bez potrzeby kupowania czegokolwiek. Praktycznie ścisłe centrum, mieszkający tutaj ludzie wiele razy podkreślali że jest to najlepsze miejsce do wypadów w dowolne miejsce krakowa (wszędzie dobry transport i niewielka odległość - rynek 12 min piechotą, dworzec 5 min, Akademia Ekonomiczna 2 min). Mieszkanie o powierzchni 70m2 (naprawde jest około 100m2, lecz jest to strych i powierzchnie liczy sie od 1.80m wzwyż), urządzone w nowoczesny sposób, totalny remont od zera kilka lat temu. Znajduje się na 2 piętrze bardzo ładnej kamienicy, w której mieszkają spokojni mieszkańcy. Przed domem można zaparkować bez problemu auto. Mieszkanie posiada tylko jedną sypialnię, więc jest to propozycja raczej dla pary lub kawalera.

W pełni wyposażone:

KUCHNIA (aneks kuchenny) - połączona z ogromym salonem, na wyposażeniu lodówko-zamrażarka (2m), piekarnik, dotykowa płyta elektryczna, duża zmywarka, młynek w zlewie, czajnik, krajalnica, przy kuchni barek z 2 stołkami barowymi, deska do prasowania + żelazko

SALON - otwarty salon-studio, w najwyższym miejscu ma ponad 4 metry, wyposażony w telewizor LCD 32 cale, telewizje N, DVD, internet 2mbps, system dzwięku przestrznnego, klimatyzacje, dwa stoliki szklane, dwie sofy (4 + 2 osobowe), stół do obiadu, 4 krzesła, fotel, pufę, biurko biznesmena, kominek, balkonik 3 m2 z widokiem na fantastyczny ogród, do domu wchodzi się przez otwarty przedpokój który jest początkiem salonu (2 szafki + wieszaki). Mieszkanie posiada videodomofon, który pokazuje co sie dzieje na dole.

ŁAZIENKA - wyposażona w pralkę, przestronny prysznic, wanne z jacuzzi, ubikację, umywalkę z ogromnym lustrem i szafkę łazienkową

SYPIALNIA - ogromne łóżko o wymiarach 2 x 2.5 m, możliwośc wpatrywania się w gwiazdy po odpowiednim ustawieniu ) , szafa wbudowana w ścianę, szafka na bieliznę, duże lustro

Mieszkanie dostępne będzie z początkiem czerwca, pod uwagę brany tylko długoterminowy wynajem (conajmniej 6 miesięcy). Koszt 2.700 + woda, gaz, prąd (internet, telefon, N TV w cenie czynszu). Kaucja.

SIERPNIÓWECZKI / WRZEŚNIÓWECZKI 2006

czesc dziewczynki
no to siedzialam w medicoverze ponad 2 godziny, myslalam, ze jajo zniose, na szczescie fajna ksiazke mialam
ale ku mojej zgrozie zapomnialam zabrac cytryny, na szczescie byla fajna pani sprzataczka, ktora mnie zagadywala, kilka lykow glukozy a pozniej woda i jakos dalam rade, pani sprzatajaca mowi, zebym wypila duszkiem moze mniej sie pomecze a ja jej na to, ze lepiej nie bede ryzykowac, bo trzeba bedzie sprzatac a ona, ze nie ma problemu ;-D szok co?

no ale reasumujac mam strasznie poklute lapki, 4 uklucia razem, dzis mi 3 dziury w zylach zrobily, pierwszy raz znowu nie mogla znalezc zyli i mi wiercila ta igla wgita, matko kochana jaki bol ale juz po, teraz czekam na wyniki

przy okazji zamienilam kilka slow z dziewczyna, ktora jest w 27 tyg, jej poziom glukozy to 143 (moj 144) no i ona ma stwierdzona cukrzyce ciazowa, ale ma szczescie, ze tylko po sokach jej cukier skacze, zobaczymy jak bedzie ze mna, jak bedzie niepomyslnie to diabetolog i dieta mnie czeka, dlaczego musze byc w tym niewielkim odsetku ciezarowek? buuu

monia, ja tez mam sprzet do zabudowy, kuchnia (piekranik z plyta AEG Competence ale nie wiem jaki konkretnie model, wiem tylko, ze taki bardziej wypasiony) i zmywarke w zabudowie, tez AEG Favorit (z panelem niewidocznym czyli obsluga po otwarciu drzwi) jak wrzucisz sobie w google to z pewnoscia wyskoczy ci wiele sklepow internetowych z cenami, my kupowalismy niecaly rok temu w jakiejs hurtowni w krakowie, zakupy wlasnie przez internet z dostawa do domu, super bo nie tracilismy czasu na jezdzenie i zaoszczedzilismy mase pieniedzy, a sprzecior swietny, jezeli chodzi o szafy to robilismy wszystko sami, czyli kupilismy dociete na wymiar plyty i systemy jezdne a cala ciezka robote zostawilismy sobie, dlatego bardzo duzo kasy zaoszczedzilsimy

gdybys chciala jeszcze jakichs informacji pisz na priv

Od kuchni

Gulasz zrobic jest zaskakujaco trudno.

Najprostszy sposob jaki znam, wyglada nastepujaco:

Wezmiemy niecale pol kilo poledwicy wolowej i duza cebule, albo dwie srednie. Tak wola przepis, ale ja daje wiecej cebuli. Moze mialem tam gdzies w zyciorysie jakiegos pozaslowianina... A moze i nie. Poledwice pokroimy w kostke, o wymiarach tak raz na widelec. Podaje sztuczke, jak obtoczyc mieso w mace i nie narobic przy tym niemozebnego bajzla na cala kuchnie. Otoz wrzucimy mieso do solidnej reklamowki z miekkimi krawedziami, dolozymy trzy lyzki maki, troche pieprzu, zakrecimy torbe i bedziemy wytrzasac. Ci z nas, ktorzy goszcza czasem na Wirtualnej Polonii, dobrze wiedza z autopsji, jak sie mozna wytrzasac. Zbrojni zatem w to doswiadczenie, wytrzasamy i wytrzasamy. Gdy juz mamy dosc, przestajemy wytrzasac, otwieramy folie i zagladamy, z milym zdziwieniem dostrzegajac dokladnie obtoczone na bialo kawalki czerwonego miesa. Czy zesmy czegos takiego nie widzieli przypadkiem juz gdzies? Moze w polskim rzadzie? Takie czerwone obtoczone z letka na bialo? E, chyba nie. Przywidzialo mi sie.

Teraz pokroimy cebule na grube plajsterki (w Krakowie na talarki) i podsmazamy wrzucajac na goracy olej canola czyli rzepakowy. Stosowanie innych olejow, jak kukurydziany, arachidowy, sojowy i inne salatkowe, grozi smiercia lub kalectwem. One te wielonienasycone oleje utleniaja sie nieslychanie latwo do nadtlenkow i powoduja tworzenie wolnych rodnikow, ktore sa rakotworcze. Do smazenia najbezpieczniejsza jest palmowa oleina, olej oliwkowy, rzepakowy i inne jednonienasycone.

Dla pewnosci dorzucam jeszcze grubo pokrojony czosnek. Uwazam, ze optymalna iloscia w tej proporcji jest jeden nieduzy zabek (rzecz jasna sam stosuje trzy lub cztery zabki - autokomentarz juz byl, prosze sobie darowac ewentualne aluzje). Jesli pokroimy czosnek cienko, albo posiekamy, sfajczy nam sie przedwczesnie i stracimy finezje aromatu potrawy. Jak juz cebula bedzie zlota, wrzucimy mieso i podsmazamy okolo 5 minut, az sie gulasz pokryje rumiana skorupka. Wtedy dolejemy rosolu wolowego (moze byc z kostki, ale naturalny, nie sztuczny) i pomalutku bedziemy gotowac az do miekkosci. Na sam koniec posolimy do smaku.

Na zupelnie sam koniec dodamy szklanke wytrawnego czerwonego wina, (eger, np egribikawer lub egrimedoc bedzie tu absolutnym hitem) dogrzejemy NIE DOPUSZCZAJAC DO ZAGOTOWANIA i podajemy. Z dodatkow kasza perlowka sprawdza sie doskonale. Ryz na sypko, gryczana palona, albo nawet mlode kartofelki gotowane bez obierania, lekko rozkruszone, a z chrupiacym ciemnym chlebkiem tyz mozna.

Niestety, nie potrafie polecic napoju do takiego gulaszu. Spekulujac, czerwone wino chyba bedzie na miejscu, srodziemnomorskim zwyczajem z dodatkiem niewielkiej ilosci wody mineralnej.

Festiwal Filmów o Architekturze pt. Sztuka Architektury

Festiwal Filmów o Architekturze pt. Sztuka Architektury

10,11,12 październik 2007, Kraków, Bunkier Sztuki i Muzeum Narodowe
16,17,18 październik 2007, Katowice, Centrum Filmowe Śląsk
19,20,21 październik 2007, Łódź, Łódź Art Center
8,9,10 listopad 2007, Szczecin, Willa Lentza
29,30 listopad, 1 grudzień 2007, Poznań, Centrum Kultury Zamek

Film "Budowanie ogórka" jest poświęcony kulisom budowy słynnego biurowca firmy Swiss Re w centrum Londynu. Film został zrealizowany w charakterystycznym dla brytyjskich dokumentów stylu - ludzie i ich praca od kuchni. Główną postacią filmu jest brytyjski architekt Norman Foster - ikona współczesnej architektury komercyjnej. Projekcja będzie pretekstem do dyskusji na temat wpływu logiki mediów na architekturę, feudalnej struktury wielkich biur architektonicznych, komercyjnego wymiaru architektury współczesnej i budowania współczesnych ikon architektonicznych.

Film "Miasto marzeń" mówi o słynnym, afrykańskim mieście Asmara wybudowanym
w latach 1935 - 1941 roku ubiegłego wieku na terenie Erytrei przez włoskich
kolonizatorów. Asmara jest jedynym zespołem urbanistycznym na świecie,
który został konsekwentnie zbudowany w stylu Art Deco, Novocento i modernizmu. Z tego powodu Asmara nazywana jest też „Frozen City”.

Film "Dziennik ekscentrycznego architekta" opowiada o Philipie Johnsonie - architekcie, który z jednej strony zaszczepił ruch modernistyczny na terenie Stanów Zjednoczonych, a z drugiej stworzył krytykowany styl międzynarodowy. Opowiada o człowieku, który był jednocześnie chodzącą historią architektury światowej oraz egocentrykiem dla którego, architektura była przede wszystkim odskocznią do kariery. Film przedstawia także ideowe podstawy odejścia od modernizmu oraz motywy kierujące twórcami architektury rzeźbiarskiej.

Film "Mój architekt: podróż syna" został wyprodukowany i wyreżyserowany
przez syna słynnego, amerykańskiego architekta Louisa Kahna. Film mówi o
losie architekta, który chciał być artystą, a jednocześnie musiał zmagać się z trudną materią realizacji swoich koncepcji projektowych. Film opowiada też o Luisie Kahnie jako człowieku całkowicie pochłoniętym realizacją swoich wizji oraz uwikłanego w skomplikowane decyzje życiowe.

Nasze gniazdka

Nam się udało sporo urządzić... ale potrwało to parę lat .

Kuchnię miałam robioną jakieś 5 lat temu według projektu "częściowo własnego", tzn. moja mama znalazla gościa, który robi meble na wymiar w Krakowie solidnie (najpierw robił u kolegi mamy z pracy ), i ja powiedziałam, co chcę mieć w kuchni i jak sobie to wyobrażam, a potem on mi powiedział swoją koncepcję, co gdzie i jak ustawić, żeby było nie tylko ładnie, ale i funkcjonalnie.

Kuchnię mamy w stylu retro, ale nie z drewna (bo koszmarnie drogie i miękkie, jak dziecko uderzy, to może być wgięcie we froncie), tylko z MDFu, który się znakomicie profiluje (fronty są w ciemny brąz w tzw. rozetą), wygina (jedna szafka narożna) i myje wszystkimi dostępnymi środkami bez obawy o utratę koloru.

Ten pan zaprojektował nam tez przedpokój, znakomicie wykorzystał górę na pawlacze (bo jest wysoki 2.7m), powstawiał jakieś słupki na buty no i w ogóle dobrze to wygląda, jest mnóstwo schowków na różne rupiecie i chyba z 7 pawlaczy. Co jednak oko fachowca, to oko fachowca, ja bym nigdy tak nie zagospodarowała tego obszaru.

Za kuchnię i przedpokój płaciałam sama, zarabiając jako ... hehe... pani sprzątająca, prawie 15zł/godzinę...

Dla chętnych mogę podać kontakt, oczywiście robi w Krakowie - i okolicach, nie wiem, jak dalej, być może też.

Sypialnia była prezentem ślubnym od teściów, wybraliśmy sypialnię "Patrycja" z Merkurego z Kalwarii Zebrzydowskiej, kolor wenge, na ścianach kolor capuccino z ozdobnym paskiem na górze, ciemne cappuccino to zasłony, a poza tym prosta, klasyczna i bardzo urokliwa . Też na wymiar, drzwi przesuwne (żeby oszczędzić miejsce, bo nie mamy dużej, a otwierane drzwi zajmują przestrzeń). I super, bo na wymiar co do centymetra, a w Krakowie nigdzie nie można było znaleźć szafy na 180cm szerokiej, tylko były 205 cmm lub 150cm, bo oni robią systemowo w większości i nie chcą nawet zmieniać wymiaru za dopłatą (np. Black&Red&White). Tylko drogo, niestety, trzeba było się ostro targować.

A pokój do pracy wzięliśmy z Ikei... Super, bardzo nam się udało z kolorem (ciemny orzech), na ścianach słoneczna soczysta zieleń, zasłony kremowe, przeszklone drzwi... Wyszło doskonale, tylko chłopy się napracowały, zanim udało się wyważyć wszystkie meble, regały itd., popodkładać korki, no bo samo skręcenie nie oznacza jeszcze, że szafa stoi prosto , zwłaszcza, jak jest wysoka.

A w łazience... od sześciu lat nie ma lustra , a poza tym najpotrzebniejsze rzeczy są no i obowiązkowo wanna... tylko mój mąz narzeka, że trochę mała dla dwojga, ale takie jest życie... . Nie można mieć wszystkiego...

14-10-2006 - PAPARAZZI - SAX

PAPARAZZI

14.10.2006

Łódź - Manufaktura

SANDECKI – to 22 letni saksofonista. Jest studentem Instytutu Jazzu, Akademii Muzycznej w Katowicach. Gra od 11 lat. Przez cały okres edukacji muzycznej brał udział w różnych warsztatach i spotkaniach muzycznych. W tym czasie miał okazje szlifować swoje umiejętności grając z gwiazdami nie tylko formatu ogólnopolskiego, ale również formatu światowego. Od 2004 roku współpracuje z dj’ami z całej polski grając muzykę latino, funky, jazz-funky, r&b, house, funky-house, hip-hop, 80’s 90’s itp... Obecnie jest rezydentem klubu „KLIMAT” w Bielsku Białej.
Wystąpił w: Stalowe Magnolie, Ministerstwo, Klub Kulturalny (Kraków), Wyższy Wymiar(Katowice), Klimat (Bielsko-Biała), Bagdad (Łódź), Beach Party Gdynia 2006, Bielska Zadymka Jazzowa 2006 Bielsko Biała – z Big-Band’em Andrzeja Zubka z Beatą Przybytek i Janem Ptaszynem Wróblewskim, Klub Kino (Lublin, Rzeszów, Sanok) i wiele innych .
Grał z: Dj: Kriss Jaxx, Pachalux, Damuz, Alisha, Lasek, Olivier, Gouliano, Dino, Jaguarrr, Ahmed, Sanchez, Frozzy, Bogdan Fabiański, Klinika Pozytywnych Wibracji, Slow Motion Project, Vena Latino, Up To Date.

DAMUZ - Inicjator projektu ANALOGPROF, pasjonat klubowego grania, niezłomny proklamator muzyki house i kultury klubowej, przede wszystkim DJ. Dzięki swojemu uporowi i wytrwałości stał się jednym z czołowych przedstawicieli sceny hous'owej. Swoją przygodę z graniem rozpoczął już w szkole, grając dyskoteki. Przez kilkanaście lat muzycznej ewolucji na stałe zafascynowany muzyką house, smooth jazz, funky. Mimo wyrobionego gustu muzycznego nie boi się eksperymentować, poszukiwać i smakować nowych brzmień. - Pomysłodawca i inicjator projektu ANALOGPROF.
Grał z: ANGELO MIKE (Warszawa), MATUSH (Warszawa), FRESH (Sopot), GLASSE (Warszawa), WAWA (Warszawa), CUBE (Poznań), BERT (Warszawa), MARIKA (Wrocław), K;MIL (Opole), J.DOE&FRUBA (Warszawa), ACORS, ANDY HONZA, MAAD, LA MUSIQUE, BLACK, ALCHEMIST, BUFO (Zielona Góra), LOOP (Lubin), MICRO (Szczecin), GATEKEEP (Wałbrzych), JUR'ON, PATE YOUNG, VESTER, MR.FUNKY, PATRYSIA, SEB, NOVICKY (Wrocław), PULP (Katowice), TIM HAZE (Walia/Wielka Brytania), ERIC ORBIT (Bruksela,Belgia), MY-T-MIKE (Berlin), BACKER (Berlin), DJ NAKADIA (Tajlandia), HYPNO(Uk), KEVIN FREEMAN (Uk), MC King Lover (Holandia), FREELANCER (Warszawa), AZAZEL (Kraków), oraz wielu jeszcze...(respect for all)

rollo 77 - Po 10 latach edukacji w szkole muzycznej, zakończonej dyplomem zawodowego muzyka, zajął się miksowaniem płyt winylowych. Wszechstronna wiedza dotycząca "muzycznej kuchni" zaowocowała szybkim i perfekcyjnym poznaniem warsztatu dj'a. Od początku działalności preferowanym przez niego gatunkiem był house w szerokim tego pojęcia znaczeniu. Rozpoczynał karierę od ciepłych i radosnych brzmień takich, jak funky, vocal i pumping house. Z czasem zwrócił się w kierunku odmian nieco bardziej undergroundowych. W tym momencie jego sety to prawdziwe spectrum gatunkowo-tematyczne. Jak sam twierdzi nie lubi szufladkowania, stąd gra wszystko, co daje się połączyć w logiczną i spójną całość. W prezentowanej przez niego muzyce dominują elementy deep house, tribal i tech-house. Często jednak ta tradycyjna jednobitowa formuła wzbogacana jest o brzmienia break beatowe, electro, stary poczciwy big beat oraz inne niespodzianki muzyczne… Od początku związany z Łodzią, w której zaistaniał jako jeden z prekursorów gatunku. Przez lata współpracował z kultowym już w tym momencie klubem Soda Bar. W 2006 roku rozpoczął rezydenturę w łódzkiej odsłonie Paparazzi. W Polsce można było go usłyszeć w takich miejscach jak: Sfinks (Sopot), Metro (Gdańsk), Piekarnia (Warszawa), Inqbator (Katowice), Flash (Częstochowa), No Bar (Kraków), Klatka (Warszawa), Uwaga (Kraków)…
Ma na swoim koncie imprezy z całą polską czołówką oraz takimi dj'skimi znakomitościami jak: Midfield Ganeral (Skint Rec., UK), Mr. Pete Haywood (ZapClub UK), David Godding (Ministry of Sound UK), Andy G (UK BoraBora), Bob Frisky (UK) Mark Wilkinson (Problem KidsKidstuffMinistry of Sound). Zanotował również występy z instrumentalistami, nie są mu także obce imprezy w stylu open air. Grywał na "Beach parties" na całym polskim wybrzeżu, plenerówkach m.in. w ruinach zamku w Toruniu, a także zajmował się koordynacją muzyczną letniego projektu pod patronatem Era Tak-Tak oraz cyklu imprez Heineken Green Zone.
Ostatnio coraz bardziej interesuje go tworzenie niż przetwarzanie, co zaowocowało rozpoczęciem pracy nad własnymi projektami muzycznymi. Od siebie dla potencjalnych odbiorców. Satysfakcja gwarantowana!

Wystawy fotografii

Zatem dziś byłam na spotkaniu w cafe Obieżyświat (ul. Czarnowiejska 38) i co ustaliliśmy:
wernisaż wystawy E.Żak "MAcedonia. Diabeł tkwi w szczególe" wraz z pokazem multimedialnym o MAcedonii +opowieścią (ew. wykładem na temat MAcedonii) +degustacją wina +degustacją kulinarną +co jeszcze nam do głowy przyjdzie
odbędzie się w sobotę 9 czerwca mamy czas w godz. 17-20:00.

Ale żeby było wygodniej wystawę powiesimy w środę 30 maja, będziemy luz podczas festiwalu a przede wszystkim zdjęcia będą od razu żywą teklamą festiwalu. Potrzebuję zatem ludzi do pomocy przy montażu w środę 30 maja!!!!
Wystawa będzie składać się ze zdjęć oraz przygotowanych tekstów o Macedonii +mapa +plakat +powieszony program festiwalu +info o artystach +reklama festiwalu.
Trzeba więc te materiały przygotować (proszę o chętnych do pomocy) oraz na początek zrobic plakat reklamujący spotkanie 9 czerwca w ramach festiwalu a potem, jak będziemy mieć już plakaty festiwalowe, to też je tam zawiesić.
Obieżyświat w czasie swoich slajdowisk (co drugą środę - najbliższe poutrze o Iranie) będzie reklamować i zapraszać na festiwal. My w radiu i TV mamy zapraszać na wieczór u nich.

Proponują także miejsce na plakaty Czarnowiejskiej (musielibyśmy mieć stojak, który można tam przypiąć przed Obiezyświatem) oraz również mogą reklamować festiwal na swoim firmowym samochodzie - na dachu - wtedy musielibyśmy przygotować dwie tablice PCV z logami, napisem Festiwal Kultury MAcedonskiej 8-11 czerwca www.wschodniaperspektywa.pl -wymiary 30x110
koszt pojedynczej tablicy to 95 zł (pytałam dziś w punkcie, chyba że macie kogoś kto to może zrobić tanio - nie musi być super wytrzymałe, bo ma przetrzymać jakieś 3 tyg. ale wodoodporne). Jeśli się zdecydujemy to samochód ten od zaraz może jeździć z tym po Krakowie.

Jeśli dostarczymy im proste przepisy (Grześ czy Ty masz tę książkę kucharską?), które można na miejscu zrobić (myślałam głównie o sałatkach), to mogą zrobić cykl 2 tyg. np. z elementami menu macedońskiego i proszą też o zestaw muzyki macedońskiej na MP3, zeby ją przez ten czas puszczać i informować jednocześnie o koncertach. Można ew. pomyśleć o współpracy ich z Łemkowską CHyżą, jeśli to ma sens.

W najbliższym czasie zobowiązałam się dokładnie napisać plan tego wieczoru sobotniego u nich i potwierdzić:
czy będziemy mieli osobę z tej firmy winnej, żeby przyszła i zaprezentowała macedonskie wina i opowiedziała o nich;
czy mamy jakiegoś Macedończyka który może pokierować kuchnią
czy mamy MAcedończyków, którzy chcieliby wziąć udział jako opowiadacze w takim spotkaniu
czy mamy jakiegoś zacnego prelegenta znawcę tematu?

Mamy w Obieżyświecie do dyspozycji 3 h, więc czekam na propozycje ich zagospodarowania.

Gorące miejscówki 2007

Gorące miejscówki 2007

Co nowego czeka nas w 2007 roku? Zła wiadomość jest taka, że w 2006 roku nie odkryto na świecie żadnego nowego lądu. Dobra wiadomość - przemysł turystyczny nieustannie wyszukuje miejsca, bliskie i odległe, które otwierają się na zorganizowaną turystykę.
Plażowe nowości
W Europie takim miejscem jest kolejny kawałek byłej Jugosławii: Czarnogóra. Po oderwaniu się od Serbii w maju 2006 roku, mała republika nad południowym Adriatykiem stała się najmłodszym niepodległym państwem na kontynencie.
Na niewielkiej powierzchni Czarnogóry można znaleźć zaskakująco wiele atrakcji. Są wśród nich: uroczy kawałek adriatyckiego wybrzeża, jedyny fiord w południowej Europie, głębokie kaniony, cztery parki narodowe oraz imponujące góry, w których rozwijają się ośrodki narciarskie. Miłośnicy kultury znajdą tu klasztory i kościoły, będące wybitnymi przykładami architektury bizantyjskiej, a także wyjątkowej urody pałace w stylu weneckim, które wkrótce mogą stać się poważną konkurencją dla sąsiedniej Chorwacji. W ciągu najbliższych 12 miesięcy swe podwoje ma otworzyć dla turystów dziesięć nowych hoteli. Rozbudowywane są także lotniska w Podgoricy i Tivacie. Chodzą słuchy, że w kraju zamierza zainstalować się tania linia Ryanair.
Dzięki wejściu do Unii Europejskiej i wiążącemu się z tym ułatwieniem formalności wjazdowych, hitami lata, nie tylko wśród Polaków, z pewnością będą Bułgaria i Rumunia. Oba kraje podnoszą standard usług i... ceny. Wybrzeże bułgarskie, odkryte na nowo przez masową turystykę, przeżywa boom inwestycyjny. Podobny los czeka jeszcze nieco zapomniane, ale intensywnie zagospodarowane plaże Rumunii - pamiętamy jeszcze letnie pociągi do Mangalii w latach osiemdziesiątych? Poszukującym na własną rękę niedrogich pomysłów na plażowanie nad Morzem Czarnym proponujemy wyjazd na Krym.

Tanie Latanie

W sezonie letnim należy spodziewać się wysypu nowych połączeń tanich linii lotniczych. Tradycyjnie najwięcej tras połączy Polskę z Wyspami Brytyjskimi. Wszystkie polskie lotniska będą miały bezpośrednie loty do Londynu i Dublina, jak na drożdżach rośnie siatka połączeń z innymi miastami w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Czy ktoś jeszcze pamięta, że pięć lat temu bilet do Londynu za 700 zł był wyjątkową okazją?

Drugi kierunek ekspansji tanich linii prowadzi na południe - nad Morze Śródziemne. Im bliżej wprowadzenia pod koniec marca letniego rozkładu lotów, tym więcej zapowiadanych jest połączeń - na razie wiadomo, że będzie można polecieć do Barcelony, Rimini, Neapolu, Palermo, Splitu, Dubrovnika, Aten, Salonik, na Korfu czy Rodos. Tanie linie lotnicze zainteresują się też na pewno obydwoma nowymi członkami Unii. Węgierski WizzAir już dziś proponuje loty z Katowic do Burgas. Z pewnością na tym się nie skończy.
A jeśli o tanich liniach mowa, dzięki połączeniom realizowanym przez linie Norwegian swoje podwoje otworzyła przed nami Skandynawia. I chociaż taka Norwegia do najtańszych krajów nie należy, kraj wikingów i fiordów notuje każdego roku coraz większy napływ Polaków.
Wobec ekspansji tanich linii LOT zapowiada rozbudowę tras międzykontynentalnych. Mówi się o większej liczbie lotów za Atlantyk - już latem tego roku jako trzecie miasto, obok Warszawy i Krakowa, bezpośrednie połączenia do USA ma uzyskać... Rzeszów. LOT przymierza się też do powrotu na trasy azjatyckie - w grę wchodzą między innymi kraje Zatoki Perskiej, Indie, Chiny, Japonia...

Aktywnie i tanio

Droga Orłów w Tyrolu - trekkingowy przebój Austrii. Fot. Piotr Trybalski, trybalski.com
Łatwo osiągalny tanimi liniami Amsterdam, popularne miejsce weekendowego wypoczynku przyciąga turystów nową ofertą – turystyką barkową. Barka, ustawiona w jednym z kanałów może być zarówno przystanią po całonocnych balangach w klubach jak i środkiem transportu. Sieć kanałów, wspaniałe krajobrazy, tulipany i wiatraki… I w zasadzie brak jakichkolwiek wymagań - patentu sternika czy chociażby żeglarza – twierdzi Konrad Korzonek z firmy Sun Yacht Charter - barką może pływać każdy.
Coraz więcej Polaków zaczyna zauważać latem kraje, które z definicji kojarzone były z zimowym wypoczynkiem: Austria ze swoja Drogą Orłów i ofertą spa na najwyższym poziomie, Szwajcaria z słynnym na całym świecie Gletscher Express czy jednym z najwyżej położonych w Europie pól golfowych w Arosie, czy w końcu włoskie Dolomity, pełne jezior, tras rowerowych i… "polskich" kurortów jak choćby Maso Corto.

A może coś bardziej egzotycznego?
Chociaż Mozambik wciąż podnosi się po niedawnych wojnach, godna uwagi jest wyspa Ibo u północnych wybrzeży kraju, 45 mil od miasta Pemba. Jej głównymi atutami są dziewicza przyroda i niemal surrealistyczne piękno. Ibo, jedna z 32 wysp archipelagu Quirimba, służyła w przeszłości jako ważna placówka handlowa Portugalii. Do dziś zachowały się na niej ruiny opuszczonych wsi i XVIII-wiecznych fortów. Na sąsiednie wyspy można przepłynąć łodzią. Wody wokół archipelagu idealnie nadają się do kąpieli, nurkowania i pływania kajakiem. Biura podróży włączają do swojej oferty także pobliski Madagaskar, reklamowany jako alternatywa dla Zanzibaru, Mauritiusa i Seszeli.

Stare miejsca o nowym obliczu
Dziesięć lat po tym, jak masakra w Luksorze zniszczyła przemysł turystyczny w Egipcie, sporą popularnością znowu zaczynają cieszyć się rejsy po Nilu. Wśród niedawnych odkryć archeologicznych w Dolinie Królów znajdują się znakomicie zachowane girlandy z kwiatów z czasów faraonów. W 2007 roku zostaną zainaugurowane wycieczki do "grobowca girland".
Na pewno większą uwagę zwrócimy teraz w kierunku ojczyzny Majów. Gwatemala, Honduras i Meksyk na nowo zainteresowały rodaków, a to zarówno dzięki filmowi „Apocalypto” Mela Gibsona, jak i spektakularnym odkryciom polskich archeologów w Gwatemali.

Czy nasze wakacyjne upodobania zmieniają się?
Przeprowadzone po obu stronach Atlantyku badania wskazują, że zamożni klienci przywiązują coraz mniejszą wagę do urlopów w luksusowych warunkach, a coraz większą uwagę zwracają na doświadczenia mogące odmienić ich życie. Wielu operatorów dostosowuje wakacyjne pakiety do tego nowego trendu. Brytyjski Holiday Options proponuje przygotowywanie posiłków w ogrodzie sycylijskiej wytwórni oliwy, lekcje malarstwa u lokalnego artysty, winobranie we Francji, sadzenie drzew na Azorach czy wizytę u wytwórcy owczego sera na Korsyce.
Na naszym polskim podwórku oszałamiającą karierą robi enoturystyka, czyli wycieczki szlakiem win i winnic. Degustacje, spotkania z winiarzami, wycieczki pośród winnych krzewów, i przede wszystkim długie rozmowy przy lampce wina to nowy wymiar wyjazdów na Węgry, do Portugalii, włoskiego Piemontu, a także... do Gruzji. Każdego roku coraz więcej osób wybiera właśnie taki sposób wypoczynku - twierdzi Piotr Pietrzyk z Collegium Vini. A słowa te niech potwierdzi fakt, że Małokarpacka Droga Winna stała się jednym z najlepszych produktów turystycznych Słowacji

Pieszo po Australii

Nowo odkrytym rajem dla amatorów trekkingu jest... Australia, i to ta wielkomiejska. Znaczny odcinek linii brzegowej otaczającej Sydney Harbour, największy naturalny port świata, wchodzi w skład parku narodowego. Trasa Harbour Circle Walk o długości około 30 kilometrów wiedzie przez obszary dziko rosnącego buszu, zatoczki, piaszczyste plaże oraz punkty widokowe na rozciągające się po przeciwnej stronie portu miasto.
Odwieczny rywal Sydney, Melbourne, też nie zostaje w tyle - otwiera ponad stukilometrowy szlak wzdłuż szosy Great Ocean Road, która obfituje w niezapomniane widoki: Dwunastu Apostołów (wapienne formy skalne), dwa parki narodowe, plaże, lasy i wrzosowiska.

Wielkie urodziny
Największe chyba obchody rocznicowe w 2007 roku odbędą się dla uczczenia 400-lecia założenia Jamestown w amerykańskim stanie Wirginia. Jamestown uchodzi za pierwszą stałą osadę w USA i każdy Amerykanin powinien postawić tu nogę chociaż raz w życiu. Wraz z pobliskimi miastami Williamsburg i Yorktown, Jamestown tworzy tak zwany Historyczny Trójkąt brytyjskiego osadnictwa w Ameryce. Atrakcje Trójkąta są przedstawione w typowo amerykańskim stylu: archeologia i historia mieszają się z orgią kiczu.

Czy można latać jeszcze bardziej komfortowo?
Z pewnością, o ile jesteś pasażerem klasy biznesowej. W 2007 roku British Airways wystartuje z usługą Club World, w ramach której przewiduje się większe łóżka, nieprzejrzyste ścianki pomiędzy sąsiadującymi z sobą pasażerami, różne tryby oświetlenia, filmy na żądanie i posiłki przyrządzane przez renomowanych szefów kuchni. Nowe wygody obiecują także Virgin Atlantic i Cathay Pacific.

Nowe samoloty na horyzoncie?
W 2007 roku w barwach Singapore Airlines mają rozpocząć loty nowe Airbusy A380. Pierwsze dziewięć samolotów, z których każdy pomieści na dwóch pokładach 555 miejsc siedzących, ma być dostarczonych liniom w październiku, ale producent przesuwał termin oddania samolotów do użytku już tyle razy, że i tej daty nie należy traktować ostatecznie.
Coraz więcej linii lotniczych podchodzi z rezerwą do nowego Airbusa, szczególnie, że na horyzoncie pojawił się konkurent: mniejszy, szybszy i sprawniejszy Boeing 787 Dreamliner. Jednak A380 nie stoi na straconej pozycji. Jego notowania wzrosły znacznie po listopadowym przelocie samolotu nad oboma biegunami ziemi.

Nowe atrakcje podczas lotu?
Podczas gdy inżynierowie Airbusa wciąż borykają się z systemem rozrywki w A380, Apple i Panasonic poszerzyły swoją ofertę o system, który umożliwi pasażerom samolotów oglądanie filmów z własnych iPodów, podłączonych do zainstalowanych w oparciach foteli ekranów. System pozwoli także użytkownikom ładować baterie, korzystać z gier komputerowych i udostępnionej zawartości komputerów pokładowych. Linie lotnicze Air France, Continental, Delta, Emirates, KLM i United zainstalują go w lecie
Umożliwienie pasażerom korzystania z telefonów komórkowych na pokładach samolotów było tylko kwestią czasu, który właśnie nadszedł. Profity z dodatkowych opłat za roaming spłyną na bankowe konta linii lotniczych. Już w tym roku komórek w samolocie pozwoli używać irlandzki tani przewoźnik Ryanair. Do tej pory pasażerowie zawsze byli informowani, że korzystanie z komórek może zakłócić działanie urządzeń nawigacyjnych. Nowy system ma umożliwić prowadzenie rozmów telefonicznych bez obaw o zakłócenia.

Co z bezpieczeństwem?
Czy kiedykolwiek zdarzyło wam się wylądować w obcym kraju po długiej, wyczerpującej podróży, bez żadnego pojęcia, co robić po wyjściu z lotniska? W tych pierwszych godzinach często jesteśmy zdezorientowani, a nawet przerażeni. Nieprzyjemne spotkanie ze skorumpowanymi celnikami na granicy pomiędzy Kambodżą i Laosem zainspirowało brytyjską studentkę Sally Broom do założenia strony internetowej, której celem jest odciążenie turystów od części zmartwień związanych z wyprawą do nieznanego kraju. Ze stroną www.yoursafeplanet.co.uk współpracuje grupa ludzi z różnych krajów świata, którzy dostarczają potencjalnym podróżnym informacji i rad dotyczących miejsc, które zamierzają odwiedzić.
Abonenci wysyłają autorom strony swoje namiary, zainteresowania oraz konkretne pytania, a zwrotną pocztą elektroniczną otrzymują niezbędne informacje. Jeżeli po przybyciu do jakiegoś kraju podróżny potrzebuje dodatkowej pomocy, lub ma jakieś problemy, może zadzwonić lub nawet spotkać się ze lokalnym współpracownikiem Your Safe Planet. Koszt usługi wynosi 60 funtów za pierwszy kraj i 45 funtów za każdy następny.

Taniej bo bezpłatnie można skorzystać z rad podróżników związanych z Travelbit.pl - polskiego centrum globtroterów.

Korzystaliśmy z artykułu "The top destinations for 2007" w The Independent autorstwa Franka Partridge

TV4 "JA TYLKO PYTAM" - talk show

11.01.2005 r. w TV4 wyemitowano program JA TYLKO PYTAM z dyskusją
na temat bardzo odmiennych diet, w którym m.in. wzięli również
udział również optymalni: pani Teresa Szczepanek oraz
lek.med. Przemysław Pala. Program prowadziła Odeta Moro-Figura.

Przepraszam, za kilka braków w tekstach z uwagi na hałas w studio
i niewyraźną wymowę niektórych rozmówców.

Pierwszym przedstawionym gościem był bretharianin Kazimierz Karwot.
Cytuję:
-----------------------------------------------------------

OMF - Panie Kazimierzu, przed chwilą powiedziałam, że odżywia pan się
praną. Czy prana to jest to, co pan tu przyniósł?

Kazimierz Karwot - To ziarno jest bardzo stare, chleb, który wam
upiekłem do tego programu aby wam po prostu pokazać, jakie właściwości
posiada naturalne, upieczone z prastarej odmiany ziarna chlebowego ma
odpowiednie właściwości.
OMF - Mogę spróbować?
KK - Proszę bardzo.
OMF - Hm, pyszny. Pan mówi cały czas o tym wchodzeniu na inny poziom.
Jaki to jest poziom?
KK - Poziom innego wymiaru. Polega na tym, że człowiek, który się rodzi
ma w kodzie DNA zaprogramowane całe życie. Ja to zlikwidowałem.
Skasowałem ten kod DNA, mam inny kod DNA. Zmieniłem ten kod DNA,
odżywiam się praną, czyli energią. I mogę z tego wszystko robić, to nie
ma znaczenia co. Mam kontrolę nad swoim ciałem, mogę podnosić
temperaturę ciała, mogę zmieniać wagę ciała. To nie ma znaczenia, mogę
wyłączyć, mogę przestać oddychać, to nie ma znaczenia. Płuca w ogóle
nie są mi potrzebne.
OMF - A mógłby pan przestać oddychać dla nas tutaj?
KK - No nie ma sprawy.
OMF - Wypuścił pan powietrze.. Jest 20 sekund, dobrze... Zaraz ja będę
liczyć.
KK - A więc prana, świadome oddychanie praną, oddychanie komórkowe...
OMF - Pan nie oddycha mówiąc?
KK - Nie oddycham. Mógłbym się rozebrać i pokazać, że nic mi się nie
rusza... prawda mogę, ale jak rozmawiam, to się męczę.
OMF - To proszę nic nie mówić. A jak długo może pan tak wytrzymać?
KK - To nie ma znaczenia. To nie, ja nie wytrzymuje, to jest. To jak po
prostu ktoś się nauczył jeść, jak było małe dziecko, albo się nauczył
pić, to ja to tez tak mam... /tu głębokie westchnięcia/
No już teraz normalnie oddycham. Przez to osiągnąłem taki poziom, jak
tutaj jest, mogę po prostu kąpać się w przerębli.
OMF - Pan ma ze sobą zdjęcia, tutaj jest pan w przerębli.
KK - To nie ma znaczenia. Osiągając taki poziom energetyczny, że nie
przeszkadza mi nic, aby poukładać umysł, psychikę. Bo jest bardzo
trudna...
OMF - Panie Kazimierzu, proszę powiedzieć, kiedy pan ostatnio jadł
takie jedzenie jak my jemy, kanapkę?
KK - Ja mogę powiedzieć, że inne mam pytanie. Pytanie pytaniem, że mogę
usiąść z kimś, normalnie jeść, jak każdy je, ale osiągnąłem taki poziom
materializacji i dematerializacji, mnie to nie przeszkadza, jak to
włożę do ust, bo to nie mam tutaj dalej.
OMF - Jak to? Wypluwa pan to?
KK - Nie, no to się dematerializuje, na inny wymiar idzie.
OMF - Znika panu w gardle? Tak?
KK - W ustach to znika. Ale mogę produkować sobie jedzenie w ustach
też.
OMF - Jak? /oklaski/
KK - Naukowcy nazwali ten specyfik armitą, u mnie produkuje to
szyszynka, i ma, to jest najważniejszy organ w ciele fizycznym, prawda,
które jest bardzo ważne.
OMF - Kiedy pan ostatnio miał kanapkę w ustach?
KK - No, kanapkę ze względu na degustację, jak upiekłem chleb, to nie
mogłem tu przynieść takiego, co ja nie spróbuję, a więc włożyłem
okruszkę do ust, żeby go po prostu spróbować, czy dobrze się wypiekł.
OMF - Kiedy to było?
KK - Wczoraj.
OMF - A jeszcze wcześniej kiedy pan jadł?
KK - A... to nie pamiętam. Nie wchodzę tak daleko, żeby pamiętać.
OMF - Dwa lata temu, trzy?
KK - Cztery.
OMF - Tu mam pana zdjęcie, gdzie wydaje mi się, że pan chodzi po ogniu.
KK - Tak, oczywiście, były robione takie,ognisko było palone i chodzi
się po ogniu. A to bardzo proste, wiele osób może chodzić po ogniu. Nie
trzeba nic specjalnego.

OMF - Ciekawa jestem jak żyje i co je mój następny gość. Duchowe imię
Vasanta otrzymała mieszkając w Indiach. Mając 20 lat doświadczyła
śmierci klinicznej. Od tamtej pory wiedziała, że świat duchowy nie
tylko istnieje, ale że można się z nim kontaktować. Teraz wie, że nie
jest człowiekiem, jest istotą duchową, doświadczającą życia na ziemi.
Vasanta Ejma.
OMF - Wiem, że kiedyś była pani bizneswoman.
VE - Tak, kiedyś byłam, tak bym powiedziała, normalnym człowiekiem,
żyjącym w świecie materii.
OMF - Co pani wtedy robiła?
VE - Miałam hurtownię chemiczno-kosmetyczną.
OMF - Rodzina? Przyjaciele?
VE - Tak, wszystko było na tym poziomie. Spotkania biznesowe, dzieci
jeszcze wtedy były młodsze, więc razem mieszkaliśmy.
OMF - I coś się stało, postanowiła pani zmienić swoje życie.
VE - Opisuję to w jednej z moich książek "Bliźniaczy płomień" właśnie
jak to wyglądało. Jak żyłam, jako bizneswoman. Miałam bardzo dużo
pieniędzy, mogłam sobie kupić wszystko i kupowałam sobie na co miałam
ochotę, ale okazało się, że to nie dawało mi radości. W momencie kiedy
zaistniałam w ogromnej ilości pieniędzy okazało się, że to nie tędy
droga, że czegoś mi brakuje. Większość ludzi nie zdaje sobie z tego
sprawy, że istniejemy we wszechświecie, istnieje bardzo dużo
cywilizacji, że istnieją inne wymiary, że istnieją inne istoty
duchowe...
OMF - "Idąc do łazienki staję na wagę i nie mogę uwierzyć. Miałam 67
kg, a mam 53,5. Zniknęło mi 13,5...
VE - ...w sekundzie. Tak bym mogła nazwać. W czasie tego procesu, w
czasie tej zmiany ciało...
OMF - A to chyba nie jest zdrowe?
VE - Tu nie chodzi o zdrowie, to się dzieje zaraz, zaistniało tak po
prostu zniknęło. To jest...
OMF - Porozmawiajmy o jedzeniu. Ja bym chciała wiedzieć, co panią
spotyka.
VE - To o tym jedzeniu, i jak to istniało, to napisałam w tej książce.
Jak to trudno mi było zaistnieć w tym życiu. I nadal doświadczać, żyć
nie jedząc.
OMF - Doświadczenie życia bez jedzenia. Kiedy pani ostatnio pani jadła?
VE - To znaczy ostatnio mnie skusiło jak byłam w Egipcie, prowadziłam
seminarium, wszyscy jedli i doszłam do wniosku, że ja sobie popróbuję.
Tyle tego jedzenia, jest niesamowicie dużo...
OMF - Kiedy była pani w tym Egipcie?
VE - Byłam w ubiegłym roku. I z ciekawości chciałam popróbować jak to
wygląda, jak to smakuje. Powiem, że efekty są niekiedy takie, że jeżeli
popróbuję ciut więcej to mi to szkodzi. Po prostu...
OMF - To się bulimia nazywa.
VE - Nie to się nie nazywa bulimia, to się nazywa ciekawość, tak bym
powiedziała. Ale generalnie chodzi o to, że człowiek jest wolny od
jedzenia. Ja to tłumaczę w ten sposób, że jeżeli znaleźlibyśmy się, czy
obie byśmy się znalazły na wyspie bezludnej, to pani po dwóch
miesiącach, jeżeli by pani w to wierzyła, że przez dwa miesiące może
pani żyć bez jedzenia, to by pani żyła. A po dwóch miesiącach by pani
umarła, bo by pani, mając inną świadomość po prostu nie wierzyła, że
może żyć. To jest kwestia zmiany świadomości.
OMF - Drodzy państwo, a bywa tak, że jesteście czasami głodni? Burczy
wam w brzuchu najzwyczajniej na świcie?
KK - To jest jak inny poziom prawda? Natomiast jeżeli na przykład parę
dni podróżuję, nie piję, bo nie piję byle co, prawda, po co sobie
zabrudzać organizm, który mam taki świetlisty? Przez to sobie produkuję
armitę w ustach, albo później wodę. Najlepszym moim lekarstwem jest to,
co ja produkuję u siebie.
OMF - A jak jest u pani?
VE - To się nazywa mocz. O to Ci chodzi?
Ja się dobrze czuję, kiedy w ogóle nie piję właśnie.
OMF - Ja słuchając was z tą świadomością, że wy nie jecie, a ja jestem
obżartuchem, przyznam się do tego... jeszcze mi tu tak ładnie pachnie.
Proponuję, żebyśmy sobie zrobili przerwę. A po przerwie spotkamy się z
Witoldem Casetti.

Znamy go z różnych programów telewizyjnych, ale nie zdajemy sobie
sprawy, że jakiś czas temu ważył trochę więcej. Ile? Zaraz się dowiemy.
Witold Casetti.
OMF - Herbatka?
WC - Dlaczego nie.
OMF - Pizza?
WC - O, może aż tyle czasu nie mamy, ale herbata bardzo chętnie.
OMF - Powiedziałam przed chwilą, że był czas że ważyłeś trochę
więcej.Było tak.
WC - Dokładnie w 98. roku siedem kilo więcej niż teraz, więc teraz 80,
tzn. - 87. Nie czułem się źle, ale dowiedziałem się, o czymś co teraz
właśnie praktykuję. To jest dieta, polega ona na tym... Byłem w Stanach
Zjednoczonych na kursie w ramach szkolenia menadżerskiego z moją firmą
i się dowiedziałem, że niektóre rzeczy są trucizną dla człowieka, typu
właśnie biała mąka, cukier, sól i również mięso. Lepiej ryba, niż mięso
na przykład, jeżeli można. I jeżeli jesz mięso to nie razem ze
spaghetti lub makaronem. Nie? Bardzo dobrze makarony spaghetti, ale
wtedy kilka godzin później ewentualnie mięso, jeżeli mięso teraz to
nie razem. Kiedyś stosowałem coś takiego, że na koniec dnia z moimi
współpracownikami, to była godz. 23.00, razem wszyscy do pizzerii, bo
wiecie, że pizzeria do 1.00 w nocy, 2.00 w nocy nawet jest czynna.
To jest super błąd. Bo 1,5 godz. później poszedłem spać, prawda?
A mnie nie pasuje że po 21.00 jeść, nawet lepiej 20.00 nie?
Maksymalnie. Więc to są rzeczy, które wszyscy wiemy, ale rzadko kiedy
stosujemy wszystkie razem, nie? O... na pewno dieta śródziemnomorska
jest pozytywna bo nie ma tyle tłuszczu jak na przykład polska dieta.
Mama jest Polką, więc ja jadłem po polsku tez w domu, niemniej jednak
na przykład mniej smalcu, mniej masła, prawda, troszkę olej z oliwek.
OMF - A ta dieta, do której ty się przekonałeś ponoć jest taką dietą,
że nawet pomaga ludziom w biznesie, w pracy, w karierze, tak?
WC - Tak. No ja poszedłem tam z innego powodu, się dowiedzieć o sposób
myślenia pozytywnego, wiesz że są takie treningi. I również mówili
uwagę menadżerowie, prawda że jeżeli jecie źle, to potem dajecie mniej
z siebie w ciągu całego dnia. To znaczy, że można właśnie ciężko jeść
i potem się nie działa jak mózg zresztą jeżeli jest skupiony na
trawieniu, to nie może dać inne działania, prawda. Niemniej jednak tak,
menadżerowie, osoby biznesu, osoby, które dużo pracują intensywnie do
późnej godziny jak może na przykład również Ty Odeto, nie? To nie macie
dużo czasu, żeby jeść, niemniej jednak, jeżeli byś jadła za dużo i za
późno, to by nie było dobrze dla twojej pracy.
OMF - Ja wiem, zdarza się trochę pojeść za dużo i za późno. A co
sądzisz o ludziach, którzy tak jak nasi goście przed chwilą odżywiają
się energią pozytywną, energią praną tzw.?
WC - No trzeba by się zorientować jak to działa, w sensie praktykować.
Bo w teorii jest wszystko dobrze. Ja troszeczkę jak niewierny Tomasz,
jeżeli ja nie trenuje na sobie to nie wiem. Dlaczego nie?
OMF - Po co masz kubki smakowe na języku? Żeby zjeść.
WC - Tak jest. O tu to masz rację, nie? Ale energia, myślę że
jest prawda, ale trzeba stosować, żeby to naprawdę, to by było
namacalne, nie? Ale jeżeli na przykład można żyć i wtedy więcej osób
w tej ziemi stosuje tą praktykę, w przyszłości będziemy wszyscy bez
jedzenia, tylko energia pozytywna, no to dlaczego nie? Na razie jestem
głodny od czasu do czasu.
OMF - Włosi słyną z tego, że oprócz tego, że lubią dobrze zjeść,
jeszcze lubią przyjemnie spędzić czas jedząc, od czasu do czasu nawet
zakrapiać to jedzenie. I takiego właśnie czasu ci życzę. Dziękuję Ci,
że byłeś z nami.
WC - Dziękuję bardzo.

OMF - Jak czuje się człowiek, który je same niedozwolone przez
dietetyków tłuszcze? Wie o tym na pewno pani Teresa. Jest na diecie
optymalnej doktora Kwaśniewskiego już 9 lat. Teresa Szczepanek.
OMF - Przeszła pani na dietę optymalną doktora Kwaśniewskiego. Na czym
polega ta dieta?
TS - W tej chwili jem bardzo dużo żółtek, jajek, sera, bardzo dużo
tłuszczów nasyconych. Nie można tego powiedzieć, że bardzo dużo,
ponieważ te składniki są ustawione w odpowiednich proporcjach. Na 1 g
białka zjadam 2,5-3,5 g tłuszczu nasyconego, czyli zwierzęcego i od 0,5
do 0,8 g węglowodanów. Takie proporcje gwarantują mi bardzo dobre
samopoczucie. Dzięki temu schudłam 10 kg w ciągu 1,5 roku. Dzięki temu
pozbyłam się migreny. Czuję się doskonale. Mam bardzo dużo energii.
OMF - Badała pani cholesterol swój?
TS - Oczywiście, cholesterol ogólny jest zawsze badany z krwi, jest
lekko podwyższony, to prawda, jednak liczą się frakcje HDL i LDL, i te
mam rewelacyjne.
OMF - Państwo się śmieją, widzę, z tego.
KK - Jak wszyscy wiemy te kury, które znoszą te jajka w tych fermach,
to jest po prostu chemia. A więc jak to zdrowe te jajko, ja bym wolał
nie dotykać tego jajka, to jest pierwsza sprawa. Natomiast aktualnie
wszystkie zwierzaki, które żyją w tych fermach aktualnie dzisiaj od
małego, ani kurczak, ani prosiak nie uchowa się bez chemii. A więc to
są prochy, a więc człowiek i całe społeczeństwo po prostu niewłaściwie
odżywiane.
OMF - Czyli co? Powinniśmy nic nie jeść.
KK - No nie nie, powoli, powoli. Powinniście jeść, ale zdrowo.
TS - Optymalni są zrzeszeni. Mamy swoje stowarzyszenie...
OMF - Tak się nazywa "optymalni", którzy są na diecie doktora
Kwaśniewskiego?
TS - Tak, tak nazywamy siebie, ponieważ uważamy że nasz model żywienia
jest właściwy i zgodny z naturą człowieka. Tym modelem żywienia nie
tylko w Polsce ludzie się leczą, ale również i za granicą. Mamy z nimi
kontakt, ponieważ ta metoda odżywiania leczy przeróżne choroby.
OMF - No właśnie, co leczy?
TS - Leczymy cukrzycę, stwardnienie rozsiane, neurastenię, stwardnienie
boczne zanikowe, różne rodzaje nerwic, jest to różnie.
OMF - A co pani sądzi o ludziach, którzy odżywiają się praną?
TS - Nie znam tej metody leczenia, pierwszy raz słyszę i dlatego też
uważam, ze każdy z nas powinien wypowiedzieć się o swojej metodzie
leczenia i każdy powinien wyciągnąć trafne wnioski...
KK. - Mogę obalić tego Kwaśniewskiego na to, że osoby odżywiające się
praną, światłem żyją na tej planecie, mogę wziąć te badania naukowe
które były badane te osoby, 30 lat badań, i te osoby żyją tysiąc, dwa
tysiące i pięć tysięcy lat. Pięć tysięcy lat. Naukowcy je badali, te
osoby. Natomiast ja honoruję każdą dietę, ale wiecie co? Człowiek nie
ma kłów jak tygrys, a więc nie jest mięsożerca, ma jelita bardzo
długie, a więc jest roślinożercą, a nie mięsożerny, tygrys ma 7 metrów
jelit, człowiek ma 16, a więc jest przeżuwaczem, bo ma tutaj
przeżuwacze, nie kły.
TS - Słuchając pana odnoszę wrażenie, że pan absolutnie nie ma
zielonego pojęcia, przepraszam, o tym co pan mówi. Człowiek ma zaledwie
6,5 metra jelit, natomiast odwrotnie - zwierzęta trawożerne mają po 16
po 36 metrów jelita. Ja akurat jestem pedagogiem, uczyłam zasad
żywienia i znam te podstawy akurat z nauki, która jest oficjalnie
uznana za naukę. Natomiast to, co państwo przedstawiają po raz pierwszy
słyszę o takiej metodzie. A w ogóle jeżeli pan mówi, że człowiek ma 16
metrów jelita to śmiem twierdzić, że wszystko co pan mówi jest wzięte z
księżyca, ze wszechświata. Człowiek powinien być logicznie myślącym,
logicznie postępującym i takimi właśnie są ludzie optymalni. Coraz
bardziej pod wpływem tego żywienia, następuje poprawa logicznego
myślenia, trafność podejmowania decyzji, które do tej pory były
absolutnie nie do osiągnięcia. Mamy tak dużo energii i chęci do pracy,
że ja będąc 8 lat na emeryturze w tej chwili pracuję. Pracuję
rzeczywiście z wielkim zaangażowaniem, zaczęłam jeździć na nartach,
realizuję swoje marzenia...
OMF - Pani Vasanto, ja widzę cały czas uśmiech na pani twarzy...
VE - Chciałabym tylko wytłumaczyć jedno, to co zaczęłam wcześniej.
To są ludzie, jak bym powiedziała - ziemi. Ludzie ziemi, którzy się tym
zajmują i zajmują się ciałem. A w momencie kiedy my damy pierwszeństwo
Stwórcy, kiedy damy pierwszeństwo duchowi wtedy nasza świadomość jest
zupełnie inna.

OMF - Drodzy państwo, chciałabym aby do naszego grona dołączył następny
gość. Jest to lekarz medycyny Przemysław Pala, który 8 lat temu
pierwszy raz sięgnął po książkę doktora Kwaśniewskiego.
8 lat temu sięgnął pan po książkę, dlaczego? Coś było nie tak?
PP. - Prawdę powiedziawszy przypadek zrządził. Zostałem zapytany przez
pacjenta, co myślę na ten temat, w szpitalu. Następnie po pewnym
czasie zauważyłem tą książkę i przypominam sobie, że wtedy nie
potrafiłem pacjentowi odpowiedzieć na pytanie co ja o tym sądzę.
Ponieważ jeżeli na jakiś temat nic nie wiem, wolę się nie wypowiadać. I
kupiłem tą książkę z ciekawości i przeczytałem, ale głównie po to, żeby
móc w razie czego coś na ten temat powiedzieć. A ponieważ argumenty,
które tam prezentuje doktor Kwaśniewski były w zasadzie zgodne z tym o
czym ja uczyłem się na studiach, to wszystko to było w zasadzie
przytoczeniem biochemii, fizjologii, biologii, czyli nauk podstawowych
w medycynie i nie zamierzając nawet, zacząłem stosować dietę optymalną
już od następnego dnia. I po przeczytaniu książki nauczyłem się to
stosować i stosuję to do dzisiaj. W zasadzie nie traktuję tego jako
jakąś dietę, po prostu to jest normalne jedzenie.
OMF - Panie Przemysławie, proszę powiedzieć, jak się zmieniło pana
samopoczucie przy okazji stosowania diety Kwaśniewskiego?
PAP - W zasadzie ja nie rozpocząłem tej diety z powodu jakichś chorób,
dolegliwości, czy nadwagi, jak to u większości osób się dzieje.
Większość tych, którzy stosują dietę, kiedyś byli chorzy, ja nie, ja
nie byłem chory, a przynajmniej wydawało mi się, że nie jestem. Ale
rzeczywiście po przejściu na ten sposób odżywiania pewne dolegliwości,
które miałem wcześniej ustąpiły. Ustąpiły takie zaburzenia jak
dysgastryczne, czyli zaburzenia ze strony przewodu pokarmowego, które
wcześniej, wydawały mi się za coś normalnego. Tak jak w reklamach to
widzimy, czymś normalnym jest, że ludzie zażywają leki przeciwko
zgadze. To było dla mnie też coś normalne, i uważałem, że tak musi być.
Więc te dolegliwości ustąpiły w ciągu jednego, dwóch dni i do tej pory
to nie powróciło. Rzeczywiście odczuwam troszkę więcej siły
wewnętrznej, mniej się męczę, mogę krócej spać. I to mi pomaga, pomaga
w życiu, w pracy. Poza tym no rzadziej się je, wcześniej często
chodziłem głodny, tutaj tego głodu się tak nie odczuwa, jada się 2 x
dziennie z reguły. To, co tutaj państwo mówią, czy pan rzeczywiście z
tą anatomią to musiałby pan jeszcze troszeczkę sobie poczytać. Człowiek
jest raczej zbudowany jak drapieżca, chociaż nie do końca. Przewód
pokarmowy mamy znacznie krótszy w stosunku do masy ciała, a raczej
przyjmując porównanie, to takim zwierzęciem o podobnej masie to jest
wilk. Mamy podobny przewód pokarmowy, jeden żołądek. No i taka
najważniejsza rzecz, te produkty, te zboża, o których pan mówił muszą
być uprzednio przetworzone, poddane obróbce termicznej, pan też tutaj
chleb na ogniu wypiekał. Czyli nie są to produkty jadalne w stanie
surowym. Nie jest to naturalny sposób odżywiania, tak samo ziemniaki
powiedzmy , na surowo nie mogą być jadalne, ryż, makarony, wszystko
musi być wpierw poddane obróbce termicznej. Natomiast produkty
pochodzenia zwierzęcego, wszystkie jadalne są w stanie surowym,
i faktycznie wszystkie z wyjątkiem kości. Możemy to strawić, posiadamy
enzymy do trawienia surowego mięsa. Nie posiadamy enzymów do trawienia
surowej skrobi.
OMF - A pan jako fachowiec, jako lekarz, co pan sądzi o ludziach
odżywiających się praną?
PP - Znaczy, rzeczywiście nie badałem tego ja, nigdy nie spotkałem
osoby (czy nawet nie słyszałem), która by żyła dwa tysiące lat, tak jak
tutaj pan mówi. Prawdę powiedziawszy nie wierzę w to. Badania naukowe,
o których pan mówi, mają określone kryteria. Taka osoba poddana badaniu
musi spełniać te kryteria. Inaczej nie są to uznane badania naukowe.
Przede wszystkim musi być grupa kontrolna, czyli grupa porównawcza.
Jeżeli tego nie mamy, nie mówimy o badaniach naukowych. Nikomu nie
mógłbym zalecić diety głodowej, ponieważ człowiek zużywa swoje białko,
o czym tutaj pani mówiła, zużywa i musi mu to wystarczyć.
VE - Pan ma rację patrząc ze swojego punktu widzenia. O tym, o czym ja
mówię, o czym piszę w książce "Można żyć nie jedząc" jest to kosmiczna
operacja. To jest człowiek następnego wieku, następna generacja
człowieka. Także trudno o czymkolwiek mówić, jeżeli pan w ogóle się z
tym nie zetknął...
KK - Na górze teraz no duża zmiana, na tą planetę spływa bardzo silna
wibracja energetyczna całego układu planetarnego. Wszyscy o tym mówią
prawda głośno, a ci co wiedzą... Majowie, którzy prowadzili kalendarz
Majów, kończy się ten kalendarz w 2012 roku, a więc znowu mamy jakiś
przeskok energetyczny. Na tej planecie było 6 cywilizacji. A my
jesteśmy tą szóstą. Następnie ma się urodzić ta nowa siódma. Jaka ona
będzie, no zobaczymy.
VE - Ale są tacy, którzy już są gotowi do tego, to są ludzie światła.
To są zupełnie inne istoty. Istoty, które przyszły pomagać innym w
obudzeniu się, w uwolnieniu się z niewoli umysłu.
KK - Teraz już dzieci światła się rodzą. Dzieci indygo prawda, głośno
się też mówi na ten temat. No to trudno jest teraz jeżeli w takiej
rodzinie urodzi się dziecko, one ma całkiem inną świadomość umysłu.
Jeżeli rodzice mają jakiś poziom energetyczny to można temu dziecku
pomóc. W Polsce już żyje sporo dzieci, na świecie też...
OMF - Czy w takim razie da się wychować dzieci bez jedzenia?
KK - Nie trzeba ich wychowywać. One po prostu są.
OMF - To co, po prostu nie dawać im jeść?
KK - Dziecko jest świetliste, a więc dziecko jest boskie.
OMF - Ale płacze, bo chce jeść. Tez mam dziecko i wiem, że cały czas
głodne, no to jak?
KK - Ja mogę zrobić eksperyment. Postawić różne jedzenie, owoce,
wszystko, i dać wolną wolę dziecku. Co ono będzie chciało?
OMF - Czekoladę. /śmiech/
KK - Nooo, właśnie, właśnie w czekoladzie, w produktach tych słodkich
jest taka substancja która powoduje łaknienie, żeby zwiększyć zyski,
prawda. Natomiast jeżeli na przykład da siś dziecku możliwości to ono
wybierze to co najlepsze.
OMF - No ale przed chwilą pan powiedział, że są na świecie dzieci,
które żyją bez jedzenia.
KK - Rzeczywiście są, ale one są.. /niezrozumiałe/.. przez to
społeczność jak i media nie mają do nich dostępu. Bo by zaraz to
zniszczone było, prawda. Dzieci, które nie potrzebują pokarmu mają
bardzo wysoką świadomość umysłu, wszystko wiedzą, są wielowiedzące.
Mają świadomość profesora.
OMF - Takie dziecko, które się rodzi, tak? Ma świadomość profesora? I
pierwszego dnia po urodzeniu postanawia, że od dzisiaj nic nie je?
KK - Nie... to tak nie jest. To jest po prostu, rośnie też z czasem,
ale w wieku 6 czy 7 lat widać, że to dziecko nie jest takie naturalne.
OM - Pan jest lekarzem, proszę powiedzieć, jak to jest, bo mam
dziecko.
PP - Jestem też racjonalistą. Nie mógłbym dziecku ograniczać w jakiś
sposób jedzenie. Dziecko szczególnie musi dostać ten wysokowartościowy
pokarm. I najlepszym pokarmem dla dziecka to nie są ani żadne owoce,
ani żadne słodycze, tylko pokarm matki. Dziecko powinno być możliwie
długo tym pokarmem karmione. Ono zawiera odpowiednią ilość białka,
tłuszczu, węglowodanów, witamin, mikroelementów, wszystko co to dziecko
potrzebuje do rozwoju. Ja tutaj nie mógłbym nikomu zalecać, aby czerpał
energię, tak jak tutaj pan twierdzi, że pan czerpie energię
w ustach z szyszynki, wytwarza sobie pożywienie i z tego energię.
No nie mógłbym nikomu polecić czegoś takiego, i przyznaje się, że
nie wierzę w coś takiego, ale ja wiem... inne poziomy energetyczne...
Natomiast zdaję sobie sprawę, że istnieje wiele zjawisk na świecie,
których jeszcze nie wyjaśniliśmy, które - nie mówię teraz o poziomach
energetycznych - ale o wielu zjawiskach, które prawdopodobnie będą
wyjaśnione o wiele później. Wiele oddziaływań, które obecnie znamy i
opisujemy, kiedyś były uważane za czary i magię, natomiast nie mogę
twierdzić, że kiedyś będziemy się mogli uniezależnić od jedzenia, od
energii, od białka, od tłuszczu, od węglowodanów.

OMF - Po krótkiej przerwie zapraszam na wspólne śpiewanie Hare Kriszna
OMF - Waszą muzykę większość Polaków miało okazję juz poznać, ale nie
każdy miał okazje poznać waszą kuchnię, waszą dietę. a dzisiaj właśnie
o dietach rozmawiamy.
Wyznawcy HK - Więc także zdecydowanie można nas umiejscowić gdzieś
pomiędzy odżywianiem się praną i może troszeczkę dalej od diety doktora
Kwaśniewskiego. My jemy więcej niż ci, którzy odżywiają się praną, nie
jemy mięsa, ryb i jajek. Są to rzeczy, których się wystrzegamy w naszej
kuchni, więc to co gotujemy, gotujemy bez jajek, gotujemy bez ryb i bez
mięsa. By smacznie i zdrowo się odżywiać, nie jest konieczne zabijanie
zwierząt, zostaliśmy obdarzeni wspaniałymi roślinami i zbożami,
strączkowymi i mlekiem, ponieważ też spożywamy mleko. I to jest
wystarczająco, żeby właściwie się odżywiać. Te wszystkie produkty są
pełne prany, czyli zdrowej energii, więc co więcej nam potrzeba?
OMF - Co potrzeba. Potrzeba nam spróbować. Wy macie dzisiaj ze sobą
smakołyki.
Wyznawcy HK - Tak, są to somosy. Są to wegetariańskie pierogi. W tym
przepysznym cieście smażonym w gi znajdują się warzywa, są przyprawione
kminkiem, asofetidą, kurkumą i wieloma innymi indyjskimi przyprawami.
A wszystkie te wspaniałości są po to, byśmy lepiej strawili, lepiej
się czuli, a po takim słonym somosie, zachęcamy na ladu. Ladu jest to
bardzo stara receptura indyjska na wspaniałe słodycze, które robi się
z mąki groszkowej, mieli się groch. Nie mogę oczywiście zdradzić wam
całej receptury, także zachęcam na spróbowanie somosów i ladu. Takich
rzeczy możecie spróbować tylko w Indiach i wśród Hare Kryszna.
OMF - Mmm... nieźle, bardzo słodkie...

OMF - On od 13 lat nie jadł mięsa, ona, gdy go poznała była
wszystkożerna, na dietę wegańską przeszła będąc w ciąży. Kinga i
Dariusz Gzyra.
OMF - Jesteście weganami. Co to znaczy?
KG - Dieta wegańska, tak określana, polega na tym, że nie używa się
w pożywieniu składników, produktów pochodzenia zwierzęcego. Ale w
zasadzie jest to nie tylko dieta, to sposób życia bardzo szeroko
pojęty, który polega na etycznym podejściu do zwierząt. Nie używamy
również skóry, nie nosimy skórzanych rzeczy, butów, torebek, również
zwracamy uwagę na kosmetyki, które kupujemy, których używamy. Staramy
się wybierać takie, które nie posiadają również składników pochodzenia
zwierzęcego w składzie...
OMF - Ja wiem, że ty przeszłaś na weganizm będąc w ciąży. Nie bałaś się
tego przejścia? Nie bałaś się podjęcia takiej decyzji?
KG - Właśnie to nie jest tak precyzyjnie tak jak było w rzeczywistości,
ponieważ Darek był rzeczywiście wcześniej wegetarianinem, natomiast ja
w ciąży przechodziłam stopniowo nie na weganizm, stopniowo ograniczałam
ilość mięsa, jakie zjadałam w tym czasie. Natomiast całkowicie
zrezygnowałam z mięsa już po urodzeniu córeczki.
OMF - Wasze dzieci też nie mają przyjemności, czy też okazji,
spróbowania mięsa obok czegoś, co pochodzi od zwierząt?
DG - Oni w tej chwili, nie obawiam się, że nie myślą tymi kategoriami:
"przyjemność - nieprzyjemność", znaczy to są dzieci, które nigdy nie
jadły mięsa, więc...
OMF - Ile mają lat?
DG - 10 i 7, nie są to bardzo małe dzieci. Przy okazji warto wspomnieć,
że są całkowicie zdrowe, są pod opieką lekarzy. Bo często się
mówi, że weganizm jest taką dietą niebezpieczną, głównie dla dzieci.
I to się tak mówi na zasadzie przyzwyczajenia... nie wiem... na
zasadzie sensacji czasem.
OMF - Ja bym chciała, żeby pan wyraził swoją opinię na ten temat, jako
lekarz. Jak pan ocenia tą sytuację, że tutaj dzieci są weganami?
PP - Może ja zacznę od tego, że ja rozumiem pobudki etyczne państwa.
Rozumiem, też nie chciałbym zabijać zwierząt, ale przyroda no nie jest
łagodna, nie wszystkie zwierzęta są roślinożerne. No tutaj rozumiem to,
co kieruje człowiekiem, który nie je mięsa i to co tutaj państwo
podkreślili: nie nosicie skórzanych butów, nie nosicie skórzanych
pasków, ubrań prawda, bo to byłoby zaprzeczeniem diety wegańskiej.
Natomiast, to nie jest tylko moje zdanie, no dzieciom nie powinno się
zalecać diety wegańskiej, przy czy, jeżeli już ktoś stosuje tą dietę,
musi potrafić to robić. Przede wszystkim tak: dziecko potrzebuje
wszystkich niezbędnych aminokwasów, muszą one być dostarczone. Nie ma
rośliny, która zawiera wszystkie 20, wiem, mięsa też nie zawierają
wszystkich 20 aminokwasów, no wyjątek właśnie stanowi to jajko, tam są
wszystkie 20. Jeżeli uda się tak dostarczyć w pożywieniu te brakujące
aminokwasy z jednych produktów, to wy musicie to umieć robić dostarczyć
w innych, to są tak zwane potrawy komplementarne, żeby łączyć jedno z
drugim, żeby te wszystkie aminokwasy były. Wtedy no, ta dieta może być
jeszcze jakoś stosowana, ale nie mogę uznać tej diety za zdrową i żaden
lekarz obecnie nie uznaje diety wegańskiej za zdrową.
DG - To nieprawda. Można sobie narobić wielką krzywdę każdą dietą,
jeśli się ją źle ułoży. W przypadku weganizmu jest jeden klucz, który
jest bardzo ważny - różnorodność. To, co pan mówi o aminokwasach, tak
naprawdę weganie nie powinni zajmować się słowem "aminokwasy", bo to
jest za trudne słowo i takie troszeczkę nie przystające do
rzeczywistości. Weaganie mają pójść na bazar i kupić sobie fasolkę jaś,
fasolkę perełkę, soczewicę zieloną, ciemny ryż i zrobić z tego pyszny
obiad. I jesteśmy w domu.
KBK - ...w dzisiejszym programie, najnowsze badania, że w chlebie
znajduje się szczecina od świni i pierze od kury, dlatego żeby był taki
jak ma być...
DG - Ja mam nowsze wiadomości, jeśli mogę przerwać, kiedyś rzeczywiście
się stosowało szczecinę zwierząt do tego, żeby skórka chleba była
chrupiąca, no niestety. Natomiast teraz, uwaga, stosuje się włosy
Hindusów... /ogólne poruszenie/
Moi drodzy... być może to jest śmieszne, ale...
VE - To nie jest śmieszne, to jest tragiczne.
DG - Nie nie, to nie jest tragiczne, jest to zdecydowanie lepsze
rozwiązanie, ponieważ nie wymaga krzywdzenia nikogo.
OMF - Nie wierzę, że ktoś, kto ma piekarnię gdzieś pod Warszawą albo
Krakowem, ściąga specjalnie włosy Hindusów, żeby miał chrupiącą skórkę.
DG - W postaci zapakowanej, jakiegoś proszku i z napisem...
OMF - ....włosy Hindusów, tak?
DG - Nie, z napisem na przykład coś tam z końcówką ...ex, żeby dobrze
brzmiało. Myślę, że takie chwyty się stosuje i dopóki nie jest to
niczyim kosztem, to ja nie mam nic przeciwko temu. Przecież no ja nie
muszę kupować chleba, ja mogę sobie upiec chleb.
BOM - Drodzy państwo, jak już tak luźno się zrobiło przy tych
Hindusach, to ja mam jedno pytanie, bo każdy z was mówi, że ta dieta,
na której jesteście daje wam bardzo dużo siły i energii. A więc
chciałabym się zapytać o seks, czy jest on lepszy w związku z tym,
że stosujecie własną dietę, czy jest gorszy? Panie Kazimierzu.
KK - No... mogę wam powiedzieć... natomiast ze względu na to że wiele
lat temu pracowałem nad sobą, a więc tantra-joga pomogła mi zapanować
nad ciałem fizycznym, a więc zapanować m.in. nad tym narządem, który...
moja żona, można zapytać, jakie ma uczucie. Ze względu na to, że od
wielu lat nie mam takiego orgazmu jak wy macie podczas kochania się. Bo
ja mam takie uczucie ciągle, a energia, którą się karmię, jestem na
takim haju... więc nie potrzeba mi tego fizycznego doznania. Osiągając
poziom taki, ta wibracja jest taka... po prostu jak wy to macie w nocy,
to ja to mam ciągle. Przez to ten pokarm fizyczny mi... /oklaski/

OMF - Drodzy państwo, ja proponuję, aby każdy z nas wybrał swoją drogę
żywienia. Wy jesteście weganami, bądźcie nimi, bo wiem, że wam to
bardzo smakuje i wyglądacie na takich, którym smakuje. Państwo również,
a ja osobiście też lubię jeść i proponuję aby każdy jadł to, co lubi
i to co mu odpowiada. Dziękuję, że jesteście dzisiaj ze mną.
----------------------------------------------------------
Koniec cytatu.

Krystyna

Chiny

Trochę o Chinach w zestawieniu z Indiami oraz podstawowe informacje.

http://www.polityka.pl/ar...icle?id=3353654

Cytat: Krzysztof Mroziewicz

Chiny górują w dziedzinie infrastruktury twardej – drogi, lotniska, siły zbrojne. W Szanghaju jest więcej wieżowców niż w całych USA. Indie mają przewagę w software – szkolnictwo, system prawny, wolna prasa (choć wojska też nie brakuje), słowem free market democracy.

Problem indyjsko-chiński określony został w języku hindustani hasłem Hindi Ćini bhai bhai (Hindus i Chińczyk są braćmi). Łatwiej porównać pojedynczego Indusa do Chińczyka niż społeczność Indusów do Chińczyków, bo Chińczycy to naród, a Indusi – narody. W Chinach mieszka ponad 40 mniejszości etnicznych, ale są to rzeczywiście mniejszości. Główna składowa społeczności chińskiej to Hanowie. W Indiach trudno znaleźć główną składową, jakiś dominujący naród.

Hasło o chińsko-hinduskim braterstwie wymyślono w czasach socjalizmu indyjskiego (lata 50.), kiedy obydwa molochy budziły się do nowego życia. Chiny po wiekach feudalizmu, Indie po półtorawieczu zależności kolonialnej. Obudzone Indie sympatyzowały z komunizmem radzieckim i chińskim, ponieważ sympatyzowały z wszelkim komunizmem, w tym także swoim własnym, istniejącym i rządzącym do dziś w Bengalu Zachodnim, czyli w Kalkucie. Mocarstwa te nigdy ze sobą nie walczyły, jeśli nie liczyć krótkiej kampanii w czasach króla Kaniszki około 2 tys. lat temu oraz kilkudniowej wojny z powodu oddania Chinom przez Pakistan indyjskiej części Aksai Chin w Kaszmirze w 1962 r. W pierwszej wojnie zginęło trochę słoni i zamarzło trochę ludzi, bo na wojnę trzeba było iść przez Himalaje. W drugiej wojnie zginęło pięć osób, lecz Indie długo leczyły rany.

Prawdziwych wojen nie było, za to dziś rywalizacja gospodarcza narasta w każdej dziedzinie. Gospodarczą stolicą Chin jest Szanghaj. Finansową stolicą Indii – Bombaj. Dwa magiczne miasta. Dwa różne porty lotnicze. Nowoczesny szanghajski Pudong i stary, z lat 50., ciasny, położony koło największych slumsów w Azji bombajski port lotniczy, który przyjmuje większość rejsów ze świata do Indii. Czyste korytarze w Pudongu i typowo indyjskie, z oblegającymi pasażera niechcianymi tragarzami walizek w Bombaju. Z lotniska do centrum Szanghaju (30 km) jedzie się 8 minut kupioną od Niemców najszybszą i najdroższą koleją magnetyczną na świecie. Z portu bombajskiego taksówką do najlepszego hotelu Taj Palace jedzie się – przez tłum żebraków i matek z nagimi dziećmi, które stukają do okien samochodu – półtorej godziny.

Ale to pierwsze powierzchowne wrażenia. Bombaj niczego nie udaje, podczas gdy Szanghaj – tak. Wnętrza obydwu krajów są takie same. Bieda w Chinach może nawet i większa w interiorze, a podejście do higieny i środowiska naturalnego – takie samo.

Indus jest śniady albo popielato-czarny, często siwy. Chińczyk – biały z kruczoczarną fryzurą. Obydwaj są umundurowani – Indus w dhoti, czyli sztukę pieluchowej bawełny na biodrach, serdak ze stójką i furażerką. Chińczyk – w garnitur. Obydwaj wierzą: Indus w 300 mln bogów. Chińczyk w Konfucjusza, Mao i supermocarstwową pozycję swego kraju. Indus potrafi narzucić sobie surową dyscyplinę wewnętrzną. Chińczyk potrafi żyć w narzuconej siłą dyscyplinie zewnętrznej, organizacyjnej. W kuchni indyjskiej prawie wszystko jest zakazane ze względów religijnych. W kuchni chińskiej dopuszczalne jest absolutnie wszystko z powodów praktycznych. Dlatego kuchnia indyjska jest monotonna, a chińska – bogata. Mentalność Indusa wiąże się z filozofią i medytacją. Mentalność Chińczyka to pozytywny stosunek do pragmatyzmu.

Indus i Chińczyk to przekonanie do dwu najstarszych w świecie racji stanu. I dwu największych megalomanii.

Świat do Chin, Indie na świat

Indie chcą być najludniejszym krajem świata i Chiny im w tym pomogą, bo chcą przestać być najludniejsze. Chiny mają dziś 1,3 mld ludności, a to za dużo jak na kraj chcący cieszyć się wreszcie wzrostem gospodarczym. Indie już dziś liczą ponad miliard ludności i za osiem lat wyprzedzą Chińczyków. W Indiach uprawia się dzikie planowanie rodziny, usuwając płody żeńskie, żeby w przyszłości nie płacić posagów. Natomiast Chińczycy przeważnie nie chcą mieć więcej dzieci, bo za to grożą wysokie podatki. Indie są dzięki temu społeczeństwem młodym – średnia wieku statystycznego Indusa to 30 lat, a Chiny – starzejącym się. Średnia wieku Chińczyka to 40–50 lat. Za to w przemyśle chińskim pracuje wiele wykształconych kobiet – a w Indiach ich brak.

Na statystykach demograficznego sukcesu Indii cieniem kładzie się AIDS. Indie są najbardziej – jeśli idzie o liczbę chorych – dotkniętym przez HIV krajem świata, mają około 10 mln nosicieli. Co się tyczy Chin – danych brak, lecz na alarm nikt z tej przyczyny nie bije. Indie mimo wielu kultur są bardziej zhomogenizowane niż monokulturowe Chiny, stąd HIV w Indiach rozpowszechnia się demokratycznie, podczas gdy w Chinach kontrolowany jest komunistycznie. O stanie zdrowia obydwu społeczeństw świadczą osiągnięcia sportowe: Chiny są potęgą i prawdopodobnie wygrają olimpiadę pekińską w przyszłym roku. Indie zdobędą może jeden brązowy medal.

Jeśli idzie o wskaźnik mówiący o rozwoju społecznym i poziomie życia (HDI), to Indie i Chiny w 1950 r. znajdowały się w tym samym miejscu (odpowiednio: 0,160 i 0,163). Obecnie Chiny są daleko przed Indiami – odpowiednio 0,726 oraz 0,577. Indie ze swoim wskaźnikiem znajdują się na 127 miejscu w świecie, dwa miejsca przed Birmą (Myanmarem) i 70 miejsc za Kubą.

Dziś w gospodarce światowej Indie i Chiny razem wzięte znaczą tyle, ile połowa Japonii. Jeśli wszystko potoczy się jak dotychczas, bez kataklizmów, za 30 lat wśród potęg gospodarczych Indie zajmą miejsce Niemiec – na trzeciej pozycji w świecie, a Chiny miejsce USA – na pierwszej. Są komplementarne. Gdyby powstał twór o nazwie Chindie, rządziłby niepodzielnie światem. Wielonarodowe koncerny budują przemysł elektroniczny i samochodowy w Chinach, korzystając z oprogramowania i zarządzania indyjskiego. To potencjalnie dwie największe potęgi na rynku elektroniki przyszłości. W Indiach działa 55 mln telefonów komórkowych. W Chinach baza dla tej telefonii to – bagatela – 350 mln użytkowników.

Reformy chińskie są skutkiem starannego programowania rządowego, zaś reformy indyjskie odwrotnie – skutkiem odstąpienia od planów i od centralnego sterowania gospodarką. Chiny bogacą się przez ostatnie 15 lat. Indie krócej, bo przez ostatnią dekadę i to pod nieformalnymi rządami Włoszki i katoliczki Soni Gandhi oraz premiera Manmohana Singha, kiedyś eksperta Banku Światowego. PKB Chin wzrasta dzięki bezpośrednim inwestycjom zagranicznym, a Indii – dzięki inwestycjom wielkich firm miejscowych. Słowem – świat bardziej wchodzi do Chin, a Indie wychodzą bardziej na świat.

Bogatsze w biedniejszych

To wyścig w dwóch kierunkach na drodze dwupasmowej. Chińskie laptopy Lenovo nie ustępują pod względem jakości produktom światowym tej branży, ale nikt ich nie kupuje poza Chinami, bo nikt ich nie zna. Tymczasem Indusi, tacy jak Lakshmi Mittal, Swaraj Paul i Tata rządzą światowym rynkiem stali, natomiast takie firmy jak Motorola, Cisco Systems, Google, City Bank bez zatrudnionych tam na kierowniczych stanowiskach Indusów – nie istnieją...

Indie ciągle plasują same siebie na jednym z pierwszych miejsc listy największych potęg gospodarczych świata. Według własnych ocen (tak podaje wiceminister spraw zagranicznych pani Shashi Tripati), pod względem siły nabywczej ludności są liderem światowym. Jeśli idzie o produkt globalny brutto widzą się tuż za USA i Japonią. Nigdy za Chinami. W propagandowych statystykach Indii Unia Europejska jako największa potęga gospodarcza świata nie istnieje, bo nie jest państwem. Z kolei Niemcy, Anglia, Francja etc. nie liczą się jako rywale Indii, bo należą do Unii Europejskiej. A więc rywalami Indii są tylko USA i Japonia. Tymczasem nawet Brazylia, która plasuje się na ósmym miejscu, jest pod tym względem przed Indiami. Ale potęgi gospodarczej Indii nie ma co bagatelizować, zwłaszcza że rośnie. Natomiast nie ma co nią straszyć, jak straszy się Chinami, bo Indie nie aspirują do roli supermocarstwa, które dąży do nowego podziału świata. A Chiny – tak, przynajmniej jeśli idzie o dwubiegunowy ład globalny z ich własnym udziałem.

Kiedy na początku ubiegłego wieku obydwa kraje wkraczały w nowoczesność, ich dochód per capita był porównywalny: po około 600 dol. Obecnie Chiny mają dochód dwa razy wyższy od Indii – 6,8 tys. dol., a Indie „tylko” 3,4 tys. Ale według danych Konfederacji Przemysłowców Indyjskich CII (publikacja na 50-lecie niepodległości kraju), w Indiach istnieje najgrubsza w świecie warstwa ponadśrednia, to znaczy ludzi bogatych. Jest ich 10 proc. W USA według tego samego źródła tylko 7 proc. (CII porównuje bezpośrednio wartość majątków).

Zatem 100 milionów Indusów to ludzie bardzo zamożni. W Indiach naliczymy więcej milionerów niż w Chinach, ale aż 81 proc. mieszkańców żyje za równowartość 2 dol. dziennie, podczas gdy w Chinach jest to niecałe 50 proc. ludności.

W listopadzie ub.r. przewodniczący ChRL Hu Jintao złożył czterodniową wizytę w Indiach, pierwszą tego typu od 10 lat. W okresie tych 10 lat wymiana handlowa między obydwoma gigantami wzrosła z 300 mln do 17 mld dol., a za kilka lat ma osiągnąć 40 mld. To ciągle mało. Indie importują z Chin towary przetworzone, a wysyłają surowce. Deficyt Indii w handlu z Chinami zwiększa się. Zresztą jak w przypadku większości krajów świata, bo Chiny przy swojej technologii dysponują najtańszą siłą roboczą. Indie są w podobnej sytuacji, ale konsumują więcej niż Chiny. Dlatego import indyjski przewyższa eksport. Podstawą dalszego rozwoju musi być reforma systemów bankowych w obydwu krajach. Chiny mają dwa rynki kredytowe – normalny dla przedsiębiorstw prywatnych i subsydiowany dla molochów państwowych. Obecny przywódca Hu Jintao jest za ostrożnym podtrzymywaniem status quo, ponieważ boi się niepokojów społecznych. W Indiach nie ma tego problemu.

Indusi mają duże doświadczenie giełdowe (na giełdzie bombajskiej jest 6 tys. firm, dwa razy tyle co w Nowym Jorku), którego brak Chińczykom spoza Hongkongu. Indusi mają dostateczną liczbę prawników, audytorów i księgowych, w związku z tym operacje są tam bardziej przejrzyste niż w Chinach, gdzie tych specjalistów ciągle brakuje.

Chińczycy są genialnymi kopistami, podobnie jak Japończycy. Dlatego podróbki chińskie trudno odróżnić od oryginału. W Indiach też się kopiuje, ale znacznie mniej, bo Indie to kraj prawa postbrytyjskiego, gdzie sądownictwo, choć nieporadne, jest niezależne, a poszanowanie prawa większe niż w kraju komunistycznym. To nieprawda, że politycy nie oczekują czy nie wymuszają faworów na biznesie indyjskim. Korupcja jest w Indiach problemem. Wymiar sprawiedliwości nie radzi sobie z aferami na styku biznesu i polityki. W Chinach natomiast korupcja ma postać guanxi. Chodzi o formalne związki społeczno-towarzyskie biznesu z elitami politycznymi, gdzie wymiana faworów (niekoniecznie pieniędzy) jest tradycyjna, uprawniona i etyczna.

O przyszłości wyścigu gospodarczego zdecyduje szybkość, z jaką Chińczycy staną się konkurentami dla Indusów w zakresie informatyki. Jeżeli Indusi będą budowali swoją infrastrukturę (lotniska, drogi) w takim tempie jak dotychczas, Chiny ten wyścig wygrają.

Rakiety i reaktory

Idzie o zajęcie miejsca po Rosji. Chiny mają broń jądrową i broń ekonomiczną. Indie są na tych polach za słabe. Rakiety chińskie mogą zaatakować dowolny punkt w Indiach, bo są to dobre rakiety, a Indie nie dysponują skutecznym systemem ochrony przeciwrakietowej. Indie co prawda mają flotę wód błękitnych (oceanicznych), a Chiny tylko zielonych (przybrzeżnych), ale ta różnica nie odbiera ogólnej przewagi militarnej Chinom.

Chiny czeka jeszcze ogromna rewolucja gospodarcza, której Indie już przechodzić nie muszą. W Chinach państwo monopartyjne zarządza gospodarką wolnorynkową, której ważnym sektorem są molochy produkujące deficyt w przemyśle ciężkim. Restrukturyzacja przemysłu ciężkiego w Chinach wywołać może zamieszanie porównywalne z rewolucją kulturalną, po której nastał Deng Xiaoping – likwidator głodu i inicjator reform. Takiego zamieszania w Indiach nie będzie. Charakter protestów w jednym i drugim kraju różni się tak jak hinduizm i buddyzm od komunizmu. Bo Chiny są komunistycznym krajem bez komunistycznej ideologii. Kiedy zdarzył się protest studentów na placu Niebiańskiego Spokoju, wojsko musiało użyć czołgów. Kiedy w Indiach zdarza się taka demonstracja – wystarczą policjanci i trochę gazu łzawiącego. Ale też studenci chińscy domagali się demokracji, czyli czegoś, co studenci indyjscy mają już od dawna.

Indyjska demokracja to system państwa miękkiego – chińska dyktatura to państwo mocne. Rozwój gospodarczy Indii niczego nie musi wymuszać, boom chiński może przynieść demokrację.

Chiny są stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa, a Indie uważają, że im też należy się tam miejsce, choćby ze względu na wkład w zwycięstwo nad faszyzmem podczas II wojny światowej. Indii co prawda wtedy jeszcze nie było, ale ponad milion żołnierzy indyjskich walczyło wtedy w Birmie przeciwko Japończykom oraz w Afryce i we Włoszech (pod Monte Cassino) przeciwko Niemcom. Brak poparcia Chin dla walki Indii o stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa komentowany jest w Delhi jako niechęć Chin do zaakceptowania wielobiegunowej Azji. Ale nawet Chiny nie kwestionują już dzisiaj wielkomocarstwowej pozycji Indii na tym kontynencie.

Polityka indyjska to jeden z niewielu sukcesów prezydenta George’a Busha w polityce zagranicznej USA. Chociaż Indie nie podpisały układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) i zrobiły własną bombę wbrew Wielkiej Piątce, to Waszyngton – w ubiegłym roku – poszedł na szeroko zakrojoną współpracę z Delhi w zakresie energetyki jądrowej. Była to chyba największa współczesna zmiana kursu w całej amerykańskiej polityce: USA będą dostarczały Indiom zarówno „wrażliwą” technologię, jak i paliwa. Indie obiecały tylko, że oddadzą 65 proc. swoich urządzeń pod kontrolę Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, ale osiem reaktorów pozostawiły poza tą kontrolą. Ale już wcześniej organizowano wspólne ćwiczenia trzech rodzajów sił zbrojnych. Linie Air India kupiły 68 Boeingów za 11 mld dol. Izrael stał się dla Indii państwem zaprzyjaźnionym i drugim po Rosji dostawcą broni. Bush zaproponował Indiom samoloty F-16 i F-18. USA poprawiają stosunki z Indiami dla zrównoważenia roli Chin, choć nic nie zapowiada, że Indie będą gotowe do takiej współpracy przeciwko Pekinowi. USA są pierwszym partnerem handlowym Indii i największym inwestorem w Indiach. Natomiast bezpośrednie inwestycje amerykańskie w Chinach to zaledwie jedna czwarta tego, co USA inwestują w Belgii.

Dwie diaspory

Oba giganty od 5 tys. lat istnieją mniej więcej w tych samych granicach. Ani Chiny, ani Indie nie ekspandowały i nie starały się tworzyć imperiów. Ale zarówno Chińczycy jak i Indusi ruszali w świat, żeby się tam urządzić lepiej. Nie miało to nic wspólnego z kolonizacją. Chińczycy opanowali handel w Indonezji i utworzyli swoje enklawy, chinatowns, w wielu metropoliach światowych.

Indusi są aktywni w Afryce Wschodniej, Londynie, Kanadzie i Kalifornii. Należą często do grupy liderów tamtejszego życia gospodarczego. W USA mieszka 2 mln Indusów. Ich średni dochód roczny wynosi 60 tys. dol., kiedy średnie zarobki Amerykanów nie przekraczają 40 tys. 75 proc. amerykańskich Indusów ma wyższe wykształcenie.

Stare ojczyzny-matki zawsze mogły liczyć na rozrzuconych po świecie Chińczyków i Indusów, bo w kanonie wartości azjatyckich liczy się poszanowanie głowy rodziny (plemienia, narodu) i poszanowanie państwa. Dlatego na apel Deng Xiaopinga Chińczycy z diaspory przybyli do Chin, żeby inwestować w małe i średnie przedsiębiorstwa, które wraz z prywatnym rolnictwem dały początek imponującym zmianom gospodarczym. I dlatego Indusi z diaspory zaproponowali Indirze Gandhi w 1983 r., że spłacą zagraniczne długi Indii, wynoszące wtedy prawie 100 mld dol. Zaciąganie pożyczek u diaspory idzie Chinom lepiej niż Indiom. Chiny mają z tego źródła 180 dol. na mieszkańca, a Indie tylko 14. Wynika to w Indiach ciągle z mitręgi biurokratycznej i braku stref supernowoczesnego handlu na poziomie światowym, takich jak Hongkong czy Szanghaj. A stref nie ma, bo nie ma terenów pod zabudowę, to znaczy są, ale Indusi przerazili się spekulacjami w Chinach, gdzie przedsiębiorcy kupili pod strefy ogromne obszary i odsprzedają je teraz po strasznych cenach. Ale z kolei Indie zmierzają szybciej ku pełnej wymienialności swojej waluty niż Chiny.

Wyścig do gwiazd

Około 80 najtęższych głów z całych Indii zebrało się w listopadzie ub.r. w Bangalore i uradziło, że jeśli idzie o lot załogowy na Księżyc, to dla Indii datą właściwą będzie rok 2020. Trzeba tam szukać zasobów mineralnych i helu 3, który może rozwiązać problemy energetyczne kraju. Inną przyczyną pośpiechu indyjskiego jest program kosmiczny Chin, które niedługo ustawią stację na powierzchni Księżyca. Na ten sam czas planują swoje wyprawy okołoziemskie Pakistan i Malezja, więc nad Azją Południową zrobi się w kosmosie tłok. Ale data 2020 r. pozwoli pobić Chiny. Na razie Indusi prowadzą w wyścigu komputerowym. A bez tego nie ma mowy o Księżycu. Indusi opatentowali w ciągu ostatnich dwóch lat 110 wynalazków w tej dziedzinie. Przewodniczący Indyjskiej Organizacji Badań Kosmicznych Madhavan Nair powiedział na koniec, aby ostudzić umysły: co w kosmosie może zrobić człowiek – może i maszyna.

Zanim giganci spotkają się na Księżycu, dbają o to, żeby odpowiednia liczba wykształconych młodych ludzi mogła stanąć przy komputerach. Indie są światową potęgą w dziedzinie informatyki, ale fachowców, zwłaszcza nadających się do zatrudnienia w zachodnich firmach informatycznych, brakuje. W Chinach jest jeszcze gorzej. Tam brakuje wszelkich fachowców, zwłaszcza w zakresie kierowania i zarządzania. W Chinach nie wystartuje żaden samolot bez pilota obcokrajowca za sterami. W Indiach pod tym względem jest znacznie lepiej. Za sterami siadają też kobiety. Chińczycy kształcą 600 tys. inżynierów rocznie. Do pracy w firmach międzynarodowych nadaje się tylko 150 tys. W Indiach dyplomy otrzymuje rocznie 300 tys. inżynierów, ale tylko co czwarty nadaje się do pracy zgodnie ze standardami międzynarodowymi. Jak tak dalej pójdzie, sektor informatyki będzie potrzebował w obu krajach pół miliona fachowców, których nie ma skąd wziąć. Dlatego Chiny planują kształcenie 200 tys. informatyków rocznie (przy dzisiejszych 100 tys. indyjskich), a Indie otwierają nowe uczelnie, bo na 250 miejsc w Indyjskim Instytucie Zarządzania w Ahmedabadzie napłynęło w zeszłym roku 250 tys. zgłoszeń. Jest to chyba rekord świata – nie ma uczelni, która by miała tysiąc kandydatów na jedno miejsce.

Przewaga Indii w sferze oświaty polega na tym, że formalne wykształcenie techniczne i inżynieryjne, w tym także informatyczne, odbiera się tam w języku angielskim, który jest jednym z 14 oficjalnych języków kraju. Jedni eksperci oceniają liczbę Indusów mówiących biegle po angielsku na 40–60 mln, inni natomiast zajmują się zdolnością mówienia po angielsku, którą posiada w Indiach więcej osób niż w USA i Wielkiej Brytanii łącznie. Nic takiego nie występuje w Chinach. Biznesmeni chińscy nie muszą się uczyć angielskiego, odwrotnie, cudzoziemcy, jeśli chcą uprawiać biznes w Chinach lub z Chińczykami, muszą się uczyć chińskiego. Jest gdzie – Chiny utworzyły już 64 Ośrodki Konfucjusza na całym świecie. Jeden z nich niedługo powstanie w Krakowie.

Kto podbije świat?

Chociaż giganci nie spierają się w brutalnej formie, to granica indyjsko-chińska na wielu odcinkach jest przedmiotem sporu. Odzyskanie dawnych terytoriów, które nawzajem sobie zabrano albo których przynależność jest kwestionowana, nie wydaje się możliwe. Arunaczal Pradesz to stan indyjski w północno-wschodniej części kraju zaludniony głównie przez sikhów, zalfabetyzowany w stu procentach. A na mapach chińskich widnieje jako część ChRL. (Tuż przed listopadową wizytą Hu Jintao w Delhi ambasador Chin powiedział, że to terytorium chińskie, w związku z czym premier Manmohan Siongh nie wyjechał po chińskiego gościa na lotnisko). Sikkim jest stanem indyjskim, a na mapach chińskich figuruje jako niepodległe cesarstwo. Na mapach indyjskich Aksai Chin figuruje jako części Kaszmiru, a w istocie jest niemal od początku częścią Pakistanu oddaną Pekinowi w zamian za pomoc gospodarczą i polityczną.

Rozmowy graniczne trwają już kilka dziesięcioleci i przeciągną się na następne dziesiątki lat, bo żadnej stronie się nie spieszy. Na niektórych odcinkach nikt nie jest w stanie wyznaczyć granicy, bo potrzeba do tego himalaistów, a ani Chińczycy, ani Indusi nie lubią się wspinać. Najlepszym wyjściem byłoby uznanie status quo. Ale Indie nie mogą pozwolić sobie na precedens, bo mają problem graniczny z Pakistanem w podzielonym Kaszmirze. Prędzej już byłyby skłonne porozumieć się z Chinami. Zresztą wytyczenie granic w Azji to jedno, a upilnowanie ich to drugie, niewykonalne zadanie.

Indyjska emigracja nigdzie nie starała się o przyłączanie do Indii zasiedlanych terytoriów. Ale wchodziła głęboko w miejscowy grunt i w drugim czy trzecim pokoleniu korzystała już z pełni praw politycznych i wyborczych. W rezultacie Indusi wchodzą w skład elit kilkunastu krajów świata: m.in. Trynidadu-Tobago, Singapuru, Malezji, Fidżi. Chińczycy w obcych krajach, w których się osiedlili, trzymają się raczej na uboczu głównych nurtów miejscowej polityki. Ale ostatnio przypomnieli sobie o Afryce. Indusi są tam od zawsze, zwłaszcza w Tanzanii, RPA i na Mauritiusie. Chińczycy byli tam w czasach Mao Dzedonga i prowadzili walkę z Moskwą o podział wpływów ideologicznych. Jeśli jakiś nurt partyzantki narodowo-wyzwoleńczej popierany był przez ZSRR czy Kubę, Chińczycy znajdowali konkurentów i im udzielali wsparcia. Takim długoletnim klientem ChRL oraz KRLD jest na przykład dyktator Zimbabwe Robert Mugabe.

W listopadzie ub.r. Chińczycy przypomnieli sobie o Afryce i zwołali w Pekinie szczyt chińsko-afrykański, na który przybyło 48 przywódców 53 krajów Czarnego Lądu. Zrezygnowano z akcentów politycznych. Nacisk został położony na wymianę gospodarczą. Angola zastąpiła już Arabię Saudyjską na miejscu pierwszego eksportera ropy do Chin. Chińczycy potrzebują afrykańskich surowców: miedzi, żelaza i kobaltu. Zredukowali zadłużenie krajów afrykańskich o 10 mld dol. Obroty z Afryką sięgają teraz wartości 40 mld dol., podczas gdy indyjskie tylko 9 mld. Prasa indyjska w komentarzach pisze: uczmy się od Chińczyków. Nie dosyć, że są stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa, to jeszcze zadomowili się w Afryce, natomiast my, mając potężną diasporę, tego nie robimy. Czas odrzucić przestarzałe hasła Ruchu Niezaangażowanych (negatywny stosunek do sojuszów wojskowych i obcych baz na swoim terytorium) i pora wejść wszędzie tam, gdzie nie szkodzi to Chinom.

Indusi mówią o sobie: „15 lat, sześć rządów, pięciu premierów, jeden kierunek, osiem procent wzrostu PKB”. A więc coś innego niż kraj słoni i zaklinaczy wężów. Natomiast Chiny nie mówią wiele, za to wiele robią: Igrzyska Olimpijskie i EXPO, niemal w tym samym czasie, zapowiadają się na hit całej Azji. Obydwa kraje być może jutro będą bardzo bogate. Ale ani w jednym, ani w drugim nie odczuje tego większość społeczeństwa. W dającej się przewidzieć przyszłości nastąpi jedynie zrównoważenie potencjałów Chin, Indii, USA, Unii Europejskiej i Japonii. Będzie to zatem gospodarcza Rada Bezpieczeństwa świata według nowego porządku.

Chindie to umowna nazwa przestrzeni, która nie przekształci się w jeden organizm, bo kraje te rywalizują ze sobą i każdy czeka na własne 5 minut. Nawet jeśli mają podobne cele, to są to cele niepodzielne. Celem jest stworzenie drugiego bieguna, aby Wschód mógł być przeciwwagą dla USA. Ale Chiny nie podzielą się na tym biegunie miejscem z Indiami. Ani Indie, jeśli to one wcześniej zdobędą drugi biegun, nie zaproszą tam Chin. Najważniejsze jednak, i to jest optymistyczne, że nie będą one toczyć o to ze sobą wojny, choć są jedynymi państwami świata, które mogą zaabsorbować skutki każdej katastrofy, z katastrofą jądrową włącznie.

Krzysztof Mroziewicz

* Indie
*

• Stolica: Delhi

• Obszar: 3 287 590 km2

• Liczba ludności: 1,09 mld

• Współczynnik dzietności: 2,73 (2006)

• PKB na jednego mieszkańca (biorąc pod uwagę parytet siły nabywczej): 3,4 tys. dol.

• Wzrost gospodarczy (2005–2006): 8,4 proc.

• Bezrobocie: 8,9 proc.

• Indie są nadal w przeważającej mierze krajem wiejskim. Rolnictwo daje 30 proc. PKB, a pracuje w nim aż połowa ludności kraju. Jest przy tym rozdrobnione, nieefektywne.

• Liczba ludności żyjącej poniżej progu ubóstwa: 26 proc.

• Współczynnik Gini’ego, czyli miara nierównomiernego rozkładu dochodów w społeczeństwie: 32,5. Dochód na osobę w najbogatszym mieście Chandigarh jest dziewięciokrotnie wyższy niż w ubogim stanie Bihar.

• Bilans handlowy (od I do XI 2006 r.): – 48,8 mld dol.

• Wskaźnik korupcji: 3,3 pkt. 70 miejsce w rankingu Transparency International (w 2005 r.Indie zajęły 88 miejsce).

• Największy potencjał Indii kryje się w przemyśle informatycznym. Jeszcze 15 lat temu branża ta praktycznie nie istniała, a dziś odpowiada za czwartą część eksportu. W ciągu ostatniej dekady w południowoindyjskim Bangalore wyrosło komputerowe centrum świata. Zatrudnionych jest tam 150 tys. informatyków – więcej niż w kalifornijskiej Dolinie Krzemowej. To w Indiach powstają produkty takich firm jak: Microsoft, Oracle czy Adobe.

• Inwestycje w badania plasują Indie w pierwszej dziesiątce na świecie, a rezultatem jest 15 tys. patentów każdego roku.

• Na początku br. Indie umieściły na orbicie cztery własne satelity. Lot załogowy planują około 2014 r.

* Chiny
*

• Stolica: Pekin

• Obszar: 9 596 960 km2

• Liczba ludności: 1,3 mld

• Współczynnik dzietności: 1,73 (2006)

• PKB na jednego mieszkańca (biorąc pod uwagę parytet siły nabywczej): 6,8 tys. dol.

• Wzrost gospodarczy (2005–2006): 10,2 proc.

• Bezrobocie: według oficjalnych danych, w miastach sięga około 10 proc., a całkowite to 20 proc. (brak danych nt. bezrobocia ukrytego).

• Liczba ludności żyjącej poniżej progu ubóstwa (oficjalne dane za 2001 r.): 10 proc.

• Współczynnik Gini’ego, czyli miara nierównomiernego rozkładu dochodów w społeczeństwie: 44,7 (dochód na osobę w najbogatszym regionie Chin Szanghaju jest trzynastokrotnie wyższy niż w najbiedniejszej prowincji Guizhou).

• Wskaźnik korupcji: 3,3 pkt. 70 miejsce w rankingu Transparency International (w 2005 r. Chiny były na 78 miejscu).

• Blisko 800 mln Chińczyków utrzymuje się z maleńkich gospodarstw wiejskich lub drobnych zajęć w miasteczkach.

• Bilans handlowy (za 2006 r.): 177,5 mld dol.

• Chiny nie są krajem gospodarki rynkowej. Państwo całkowicie kontroluje sektor bankowy i prywatne oszczędności obywateli; Krajowa Komisja Reformy Rozwojowej (centralny organ planowania) ustala ceny najważniejszych surowców, towarów i usług.

• Pod koniec 2003 r. Chiny dołączyły do klubu zdobywców kosmosu. Z bazy na pustyni Gobi wystrzelono statek kosmiczny „Shenzhou 5” i był to pierwszy lot załogowy.

* Źródła: The World Factbook, „The Economist”, Gini Index 2006, Transparency International, archiwum „Polityki”.

* Dobrzy i źli sąsiedzi
*

Z najbliższymi sąsiadami Indii – Pakistanem, Nepalem, Bangladeszem, Bhutanem i Sri Lanką, a także z Birmą i Malediwami – Chiny ułożyły sobie poprawne stosunki. Powoduje to irytację Delhi, zresztą podobną reakcję Pekinu budzą dobre stosunki Indii z Japonią, Koreą Południową, Tajwanem i przede wszystkim USA. Chińczycy porozumieli się z Rosjanami, dawna wrogość ustąpiła miejsca pragmatyzmowi. Na Japonii Pekin wymógł przeprosiny za przeszłość, a i z Koreą (Północną) droga do porozumienia jest otwarta. Z Kazachstanem i Kirgistanem zawarto porozumienie o współpracy dobrosąsiedzkiej, ale Chińczycy muszą uważać na zachowanie Ujgurów w zachodniej części kraju. Słychać tam o Wielkim Ujguristanie, czyli połowie Chin (zachodnich, muzułmańskich i całym Kazachstanie). Największym problemem jest Tajwan. Chiny kontynentalne nigdy nie uznały niepodległości tego kraju – nieustannie iskrzy na tym tle, także w stosunkach z USA. Ale prędzej czy później Tajwan, podobnie jak Hongkong, zostanie wchłonięty.

* Tybet
*

Tybet tkwi pomiędzy Chinami a Indiami. I chociaż władająca kolonią indyjską Wielka Brytania była zainteresowana Tybetem, to jednak w 1951 r. to ChRL zajęła ten uzależniony od Chin, ale samodzielny kraj. Jawaharlal Nehru, pierwszy premier Indii, próbował wówczas zażegnać konflikt koreański i dlatego swoim krajem nie miał czasu się zajmować. ChRL bez słowa sprzeciwu ze strony Indii zajęła Tybet. Aneksję uznał cały świat. ChRL nazywa to wyzwoleniem Tybetu spod dyktatury feudałów i kleru. Jest to raczej jednak sinizacja Tybetu. Chińczycy łamią ustalenia, jakie miały gwarantować autonomię i rozwój kulturalny społeczeństwa tybetańskiego. Dlatego Dalajlama uciekł w 1959 r., jak setki tysięcy innych Tybetańczyków, do Indii. Jego rząd na uchodźstwie rezyduje w pobliżu granicy z Chinami, w indyjskiej Dharamsali. Chińczycy mają o to do Indii pretensje. Indie nie uznają rządu Dalajlamy, ale nie przeszkadzają mu funkcjonować.

Indusi wiedzą, że młodzi Tybetańczycy coraz bardziej buntują się przeciwko władzy Dalajlamy, który chce zachować autonomię Tybetu w ramach suwerenności Chin, ale nawet tego nie może osiągnąć. Tybetańczycy powstaną przeciwko niemu i Chinom. Dla Indii będzie to ogromny problem. Udzielać pomocy buntownikom czy zgodzić się na wchłonięcie Tybetu przez Chiny na zawsze? Indie mają dosyć swoich problemów z Pakistanem i Kaszmirem, więc otwarty konflikt z Chinami nie jest im potrzebny. Ale żałują, że Nehru nie zajmował się Tybetem, tylko Koreą, w której Indie nie mają dziś nic do powiedzenia, a Chińczycy z Amerykanami – wprost przeciwnie.